EN
2.04.2022, 12:36 Wersja do druku

Siódmy stopień oddalenia. O „Wiśniowym sadzie” w Teatrze Jaracza rozmawiają Skrzydelski z Morozem

Moroz: I znów Czechow. Wraca, drażni, każe wciąż zadawać te same pytania. Choć w dzisiejszej sytuacji one brzmią inaczej. Na pewno inaczej, niż brzmiały jeszcze cztery miesiące temu, gdy oglądaliśmy „Wiśniowy sad” w reżyserii Krystyny Jandy. Pojawia się też pytanie zupełnie inne, ponad tekstem: czy w ogóle Czechow powinien być wystawiany? Może powinien być teraz z repertuarów usunięty?

Skrzydelski: Myślę, że ta debata jest nieco jałowa. Akurat Czechow powinien być wystawiany. Tak samo jak powinien być czytany Bułhakow. (...) Dzisiaj dostajemy nowy punkt odniesienia. Powiedziałbym, Czechowa po katastrofie (co unaoczniają już na samym początku elementy scenografii przykryte folią). Katastrofie, po której relacje międzyludzkie, przekonania, definicje, a nawet plany ulegają deformacji. Oglądając „Wiśniowy sad” z łódzkiego Jaracza w reżyserii Małgorzaty Warsickiej, nie mamy pewności, czy postaci same dla siebie są w stanie określić ciężar własnych słów. 


Całość rozmowy - w Magazynie e-teatru

Źródło:

Materiał własny