23.08.2019 Wersja do druku

Brak dyscypliny: rzeczy, które grają

Coraz częściej w polskim teatrze zamiast liniowej narracji i foteli widzowie dostają szansę decydowania, którą scenę chcą obejrzeć i z której strony. Przedstawienia coraz bardziej przypominają galerie - pisze Witold Mrozek w dwutygodniku.com

Jeśli jeszcze parę, paręnaście lat temu w teatrze mówiło się o innych sztukach, to najczęściej w kontekście filmu i wideo. Dziś znacznie żywszy zdaje się romans ze sztukami wizualnymi. Co więcej, w odróżnieniu od relacji z filmem, który ze sceny brał co najwyżej aktorów czy niedocenionego przez dyrektorów scenarzystę Roberta Bolesto, miłość teatru do galerii jest odwzajemniona. O zwrocie performatywnym w sztukach wizualnych napisano wiele, także w "Dwutygodniku". A co się dzieje, gdy teatr próbuje być jak galeria? Hamlet w rzeźni, Hamlet w stoczni "Instalacja" to jedno z najbardziej nadużywanych słów w polskim teatrze. Oznaczać może z grubsza wszystko, to, co "w przestrzeni gry będzie czymś więcej niż zwykłą scenografią, a może nawet sobie, drodzy widzowie, pochodzicie". W recenzowanym tu niedawno obszernie "Hamlecie" Mai Kleczewskiej z Teatru Polskiego w Poznaniu tradycyjny teatr łączy się z galeryjnym pomysłem na przestrzeń - tak, mo

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Brak dyscypliny: rzeczy, które grają

Źródło:

Materiał nadesłany

dwutygodnik.com nr 258

Autor:

Witold Mrozek

Data:

23.08.2019