I tytuł, i uwagi, które chcę skreślić - nic więcej ponad kilka przypisów - są w gruncie rzeczy odpowiedzią na prowokację. Tak, właśnie: poczułem się sprowokowany przez Jerzego Grzegorzewskiego, autora przedstawienia pt. Halka Spinoza albo Opera utracona albo żal za uciekającym bezpowrotnie życiem. Rzecz nie w tym, że samo przedstawienie jest prowokacyjne, bo nie jest; w każdym razie nie dla kogoś, kto od dawna obcuje z teatrem Grzegorzewskiego. Dla porządku dodam, że Halkę Spinozę uważam za jedno z arcydzieł tego teatru. Doskonała czy właściwie: absolutna jedność przedstawienia - wyrafinowanie skojarzone z prostotą, wzruszenie z ironią, przestrzeń z rytmem - powinna mnie powstrzymać przed aktem niejakiej dekompozycji, która tę jedność narusza i w gruncie rzeczy nie ma żadnego uzasadnienia, poza niezdrową ciekawością piszącego. Ciekawość ta skupia się na jednym aspekcie Halki i pociąga za sobą chęć wypreparowania składnika w post
Tytuł oryginalny
Biblioteka Grzegorzewskiego
Źródło:
Materiał nadesłany
Teatr nr 11