Wybitny aktor, osobowość sceniczna i człowiek, którego nie dało się nie zauważyć. Przez lata obecności na scenie teatralnej wykreował mnóstwo wyrazistych postaci, jak chociażby wojak Szwejk czy Pan Fajnacld. Świetnie radził sobie również w filmie. Zasłynął rolą komendanta w serii filmów „U Pana Boga..." Jacka Bromskiego.
Informacja o śmierci aktora pojawiła się we wtorek (11.08) rano. Z różnych stron, od przeróżnych osób zaczeły pły-nąć kondolencje. Nie zabrakło też wspomnień. O śmierci Andrzeja Beya-Zaborskiego wzmiankowano m.in. na oficjalnych profilach Miasta Białystok, prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego czy Województwa Podlaskiego i marszałka Łukasza Prokoryma. Aktor przez lata pracy zdobył wiele wyróżnień. W 2018 roku został laureatem 25. Nagrody Artystycznej Prezydenta Miasta Białegostoku - za całokształt swojej działalności. Pozostawił po sobie dziesiątki ról teatralnych i filmowych, ale także trwały ślad w kulturze. My porozmawialiśmy z tymi, którzy z nim pracowali, których uczył i z którymi się przyjaźnił.
- To przede wszystkim był ciepły, wrażliwy człowiek, niezwykle utalentowany. Myślę, że artystów z takim talentem rzadko się spotyka - wspomina Jacek Malinowski, dyrektor Białostockiego Teatru Lalek. -Ale przede wszystkim był to sympatyczny, dobry człowiek, który - mam wrażenie - zawsze stawał po właściwej stronie. Wszyscy znamy go z mocnego temperamentu, z dużej energii. Ale przyznam, że sam miałem z nim wiele spokojnych, refleksyjnych rozmów. Będzie go brakować.
Ogromny brak czuje również Piotr Damulewicz, aktor i wieloletni przyjaciel Zaborskiego. Obydwaj są absolwentami pierwszego rocznika Wydziału Lalkarskiego w Białymstoku. - Studiowaliśmy na pierwszym roku od studium aktorskiego poprzez Wydział Lalkarski w Białymstoku i od początku byliśmy razem - wspomina Piotr Damulewicz.- Byliśmy przyjaciółmi. Wiele nas łączyło. Moja córka jest chrześniaczką Andrzeja. Jest mi bardzo smutno, bo przez całe, zarówno aktorskie, czyli teatralne, jak i szkolne życie, byliśmy bardzo blisko ze sobą.