Kiedy i w jakich okolicznościach William Shakespeare opuścił rodzinny Stratford nad Avonem, nie wiemy dokładnie. Możliwe, że wypędziły go kłopoty materialne. Wiemy bowiem, że ojciec jego z powodu długów pozbawiony został w 1586 r. togi rajeckiej, a z obawy przed wierzycielami nie wychodził nawet do kościoła, co z kolei naraziło go na podejrzenie o sprzyjanie papistom.
Jedno jest pewne, że w 1592 roku w świecie teatralnym Londynu miał już Szekspir pozycję godną zazdrości. Umierający bowiem w tym roku w nędzy i opuszczeniu Robert Gréene, jeden z tych "geniuszów uniwersyteckich" co dla życia literacko-teatralnego porzucili kariery uniwersyteckie, w przedśmiertnej broszurze ostrzega swych kolegów przed odbierającymi im chleb piszącymi aktorami, a szczególnie przed jednym z nich, którego z dziwną zaciekłością nazywa "dorobkiewiczowską wroną wystrojoną w nasze pióro", "sercem tygrysim pod skórą aktora" (co było trawestacją słów z szekspirowskiego "Henryka VI"), wreszcie "Jasiem Totumfackim, który uważa się za jedynego "trzęsi-scenę", co z kolei było aluzją do nazwiska Shakespeare, znaczącego dosłownie "trzęsi-włócznia". Ale zazdrość kolegów po piórze nie mogła zaszkodzić Szekspirowi: miał już możnych protektorów i przyjaciół. Wśród nich był przede wszystkim Southampton, jedna z najświetniejszych