Tytuł "Mechaniczna pomarańcza" funkcjonuje w społecznej świadomości bardziej na zasadzie schematu niż konkretnych skojarzeń. Głośny film Stanley`a Kubricka był w swoim czasie w Polsce zakazany, a wydanie książki Anthony Burgessa, w początku lat 90., przeszło właściwie bez echa. Na ogół każdy jednak wie, że to "coś bulwersującego". Myślę, że już nie tak bardzo. Jeśli coś może jeszcze zaskakiwać, to dziwny język, wymyślony na użytek konstrukcji powieściowego świata, a ciekawie przełożony przez Roberta Stillera. Mrożącą krew w żyłach fabułę mamy, niestety, niemal za oknem... Eksperymenty z mediami też wchodzą tylnymi drzwiami w nasze życie; może nie aż tak wynaturzone, ale jednak... Taki bywa los spóźnionego kontaktu z wydarzeniami artystycznymi. Tych kilka uwag nasunęło mi się podczas premiery w Teatrze GuGalander, który zaprezentował monodram, oparty na "Mechanicznej pomarańczy". Jego (monodramu) wykonawcą j
Tytuł oryginalny
Bez wewnętrznej sprężyny
Źródło:
Materiał nadesłany
Dziennik Zachodni nr 46