Zaczęło się od złamanej nogi a skończyło na wielkiej miłości. Niezwykłą historię aktorki i reżysera napisało samo życie - o Ewie Teledze i Andrzeju Domaliku pisze Monika Głuska-Bagan w Pani.
Ja jestem emocjonalna, on - introwertyczny, ja lubię morze, on - góry, ja kocham być z ludźmi, on to samotnik. Dużo nas dzieli, ale łączy szybkość podejmowania decyzji. Już po pięciu dniach znajomości zdecydowaliśmy się być ze sobą. A było to tak: złamałam nogę, a Iwona Ziułkowska (kierownik produkcji) i Michał Szczerbic (reżyser, scenarzysta) zabrali mnie do swojego mieszkania na Hożej. Andrzej czasem do nich wpadał, ale odkąd tam zagościłam, zaczął przychodzić częściej. Byliśmy po różnych przejściach: on w trakcie rozwodu, ja wyrwałam się z toksycznego związku, a wcześniej w wypadku samochodowym zginął mój mąż Marcin Isajewicz, operator filmowy. Szybko się w sobie zakochaliśmy. Andrzej nie okazuje emocji, ale umie zaskakiwać. Pamiętam, jak kiedyś jechaliśmy tramwajem i powiedziałam, że nie podobają mi się jego sandały. Wyszliśmy na ulicę i nagle widzę, że idzie boso. Pytam, gdzie ma buty, a on: "Przecież ci się nie podoba