01.02.2005 Wersja do druku

Bez rewolucji

- Nikt nie udaje, że teatr, do którego byliśmy przyzwyczajeni, wyrastający jeszcze z tra­dycji Konstantego Stanisławskiego, Juliusza Osterwy, polem Axera i wielu innych, że zespół buduje swój sposób wyrażania i trzy­ma się określonej stylistyki, ten teatr umie­ra, na świecie, nie tylko w Polsce - mówi ZBIGNIEW ZAPASIEWICZ.

Maryla Zielińska: Ile razy w swym życiu zawodowym zetknął się pan z opozycją "młody leatr" - "stary teatr"? Zbigniew Zapasiewicz: Oczywiście by­łem świadkiem wielu wahnięć, przemian. Po prostu, teatr idzie za życiem, nieuwzględnianie tego jest ogromnym błędem. Aktor nie może zasklepiać się w gustach, w jakich został wychowany, w genach struktur teatru niegdyś obowiązujących. Wielu moich kole­gów, pedagogów, zgromadzonych choćby w warszawskiej Akademii Teatralnej, pró­buje uratować te wartości na siłę, wpoić w młodych ludzi pogląd, że powinni być tacy jak my kiedyś. Trzeba obserwować to, co się dzieje dookoła, i korzystać w miarę możliwości. To nie jest łatwe. Irena Eichlerówna, wielka polska aktor­ka, po wojnie bardzo jeszcze aktywna, właściwie pomnikowe zjawisko, w latach sie­demdziesiątych ogłosiła, że to, co się dzieje na scenach, to nie jej teatr, nie jest w stanie się w nim znaleźć i się wycofuje. Z kolega­mi, z któ

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Bez rewolucji

Źródło:

Materiał nadesłany

Notatnik Teatralny nr 35/2004

Autor:

Maryla Zielińska

Data:

01.02.2005

Tematy w toku