W zeszłym sezonie Opera Nova zaproponowała aż trzy nowe spektakle. Apetyty melomanów nadmiernie wówczas wzrosły. W tym roku widzowie się zawiodą, jedną z głównych ról zagra bowiem... kryzys. Trzeciej największej sceny operowej w Polsce nie stać na wystawienie drugiej premiery w roku - pisze Katarzyna Bogucka w Expressie Bydgoskim.
Opera (podobnie, jak Filharmonia Pomorska i Biblioteka Wojewódzka w Bydgoszczy) jest jednostką podlegającą samorządowi województwa, ale wspólprowadzi i współfinansuje ją również Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, co wiąże się z dodatkowym wsparciem finansowym. Pewną pomoc zapewnia także Urząd Miasta. Na przykład w tym roku z kasy Urzędu Miasta w Bydgoszczy 500 tysięcy złotych wpłynęło na poczet organizacji Bydgoskiego Festiwalu Operowego. "Rusałka" musi wystarczyć Choć państwowe pieniądze jeszcze (ale z trudem) zaspokajają bieżące potrzeby Opery Nova, okazuje się, że dalszy jej rozwój stoi pod znakiem zapytania. Na ambicję pieniędzy zabrakło... Okazuje się, że w tym roku praktycznie nie ma szans na zrealizowanie drugiej premiery. Przypomnijmy, że pierwszą będzie festiwalowa "Rusałka" Dvoraka w reżyserii Kristine Wuss z Niemiec. Drugą miała być "Halka" w reżyserii Natalii Babińskiej. Dyrektor Maciej Figas już zawiadomił