- Dawniej regularnie chodziło się do teatru i do opery - częściowo dlatego, że nie było innych propozycji. Publiczność nabierała rozeznania i potrafiła odróżnić geniusz od klapy. Na Zachodzie publiczność także dziś jest lepiej przygotowana do odbioru sztuki wyższej - mówi tenor RYSZARD KARCZYKOWSKI.
Ze światowej sławy tenorem Ryszardem Karczykowskim o scenach NRD, brokatowych trykotach i narodzinach awangardy artystycznej rozmawia Ewa Sułek. Piszą o Panu: "poza granicami kraju cieszy się on większym bodaj rozgłosem niż we własnej ojczyźnie" - to powód do dumy? - Myśl, że aby spełnić marzenia, należy opuścić swój kraj, nie jest przyjemna. Chciałem występować w Polsce - pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywałem w teatrach na Pomorzu. Tam jednak byłem jedynie chórzystą. Solistą zostałem dopiero w operetce w Szczecinie. Jednak zawsze chciałem śpiewać opery. Chodziłem na przesłuchania w Polsce, tak jak czynią to dziś młodzi. Jednak wówczas nie było żadnych szans, żeby się zaangażować. Dlaczego? - Struktura teatrów była inna niż obecnie. Teatry starały się mieć stałą grupę solistów na etatach. Bardzo trudno było się dostać do tej rodziny, w tej chwili jest inaczej i raczej unika się takiej polityki. Teatry wolą mieć jak na