"Baron Münchhausen" w reż. Wojciecha Szelachowskiego w Białostockim Teatrze Lalek. Pisze Monika Żmijewska w Gazecie Wyborczej - Białystok.
Notariusz byłby zadowolony: ostatnia wola pewnego barona - spełniona. Testament realizowali lalkarze, publika bawiła się świetnie. Mniejsza o to, że testament był fałszywy. Rzecz się działa w Białostockim Teatrze Lalek, bo lalkarzy wybrał sobie na wykonawców swojej woli łgarz nad łgarze - Baron Münchhausen. Dla niewtajemniczonych: baron to postać autentyczna, żyjąca przed dwustu laty, znana z surrealistycznych opowiastek, w których lot na Księżyc na kuli armatniej to bułka z masłem. Przez wieki przylgnęła do niego łatka oszusta, z którą postanowił się rozprawić reżyser Wojciech Szelachowski, bo Münehhausena lubi - za fantazjię. I sporządził spektakl - obronę barona. Podstawą stał się - spreparowany, a jakże - testament Münchhausena, który jakoby sporządził w Białymstoku w 1777 roku. Bioderka rycerza Hejno Dostaliśmy wszystko to, czego baron sobie zażyczył - "spektakl do spektaklu niepodobny, bo sztuka przecież nie po to jest, by