05.09.2009 Wersja do druku

Balladyna z supermarketu

"Balladyna" Dariusza Zawiślaka, zrealizowana na podstawie słynnego dramatu Juliusza Słowackiego, próbuje podbić od wczoraj kina. Nie potrafi jednak wyprowadzić ani jednego skutecznego ciosu. Juliusz Słowacki, narodowy wieszcz, został sprowadzony do parteru - pisze Rafał Stanowski w Dzienniku Polskim.

Mało znany reżyser Dariusz Zawiślak, autor podobno dobrze przyjętego za granicą filmu "Świąteczna przygoda" (2000), postanowił odgrzać przebrzmiały w kinie trend i klasyczny tekst dramatu przeniósł we współczesność. Mamy zatem Nowy Jork XXI wieku, pełen neonów, zgiełku i ludzi biegnących do pracy. Tytułowa bohaterka, Balladyna, to wyrachowana kobieta sukcesu, która nie zawaha się przed zbrodnią, by zwyciężyć w wyścigu szczurów. Intrygujące? Tak, bo fabuła stworzona przez Juliusza Słowackiego broni się oczywiście ponadczasowym uniwersalizmem. Ale nie potrafi obronić filmu. Można ogłosić quiz, co zgrzyta w nim najbardziej. Nieudolna realizacja, bo nie reżyseria, która rozwadnia dramatyczny rytm, przyprawiając widza o częste ziewnięcia? Czy może nakręcony kamerą cyfrową i emitowany z płytki DVD z supermarketu obraz (sic!), w którym dominuje zalewająca kontury biel? A może aktorskie partyjki, bo na pewno nie partie, w których szamoczą

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Balladyna z supermarketu

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 208 online

Autor:

Rafał Stanowski

Data:

05.09.2009

Wątki tematyczne