Reżyser "pociął" obsadę, tekst, postacie, lecz z otrzymanej układanki nie udało się zestawić nic spójnego: ni świata dramatu, ni rzeczywistości teatralnej.
Marek Fiedor zaproponował interesujący schemat przedstawienia młodzieńczego dramatu Bertolta Brechta "Baal". Poszczególne epizody prezentują kolejne "aspekty baalicznego odczucia świata". W każdej z oddzielonych wyciemnieniami sekwencji inni aktorzy podejmują inne role. Niegrający w danej chwili siedzą, tak jak publiczność, dookoła areny-ringu. Aranżacja przestrzeni angażuje widzów: oto nosicie w sobie zalążki i poety-Baala, i bezgranicznie oddanego mu Ekarta, wykorzystanego przezeń Johannesa, pomiatanych kobiet - Joanny, Zofii, prostaków drwali itd. Do majtek Obawiam się jednak, że struktura przedstawienia nie jest fortunna. Przerwy miedzy kolejnymi slajdami wypełnia sceneria zgoła klubowa: muzyka się sączy, światełka się żarzą, a studenci - poza rolą - targają z miejsca na miejsce scenografię projektu Jana Kozłowskiego. Nie mam nic przeciwko porządkowi, ale przecież krzesełko nieistniejące dla aktora nie jest zauważane przez widza. To, ż