EN
17.01.2005 Wersja do druku

Atut niezgody

Od lat słyszałem jęczenie, że Warszawie brakuje scen niezależnych, że prywatni producenci nie mają gdzie wystawiać, offowe grupy muszą tłuc
się po garażach i klubach, a miasto nie pomaga artystom niezależnym. Kiedy więc gruchnęła wiadomość o sukcesie fundacji Emiliana Kamińskiego Atut, która zdobyła 5 mln zł unijnej dotacji na remont i utworzenie w kamienicy przy al. "Solidarności" (naprzeciw Opery Kameralnej) nowego teatru, spodziewałem się samych wybuchów entuzjazmu - pisze Roman Pawłowski.

Niestety, środowisko offowe przyjęło tę wiadomość jak cios rdzawym nożem w plecy. Kością niezgody okazały się pieniądze, które do unijnej dotacji ma dołożyć miasto w kwocie 1,4 mln zł. W "Rzeczpospolitej" znany producent teatralny i szef Starej Prochowni Włodzimierz Kaczkowski narzeka, że jego projekty otrzymują z ratusza ledwie 120 tys. zł rocznie, że Stara Prochownia nie może się rozwijać, choć już "okrzepła jako ośrodek teatralny". W związku z czym Kaczkowski chciałby, żeby miasto zainwestowało w coś, co - jak mówi - ma jakąś tradycję i już się sprawdziło, czyli Starą Prochownię, zamiast tworzyć od zera nowy ośrodek. Powoływanie się na tradycję brzmi bardzo podejrzanie w ustach twórcy bądź co bądź offowego, ale nie chwytajmy ludzi za słowa, w końcu Prochownia nawet w nazwie jest Stara. W wypowiedziach Kaczkowskiego uderza mnie coś innego. Zamiast docenić trud aktora, który od lat starał się o pieniądze na teatr, a teraz wy

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Atut niezgody

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 13

Autor:

Roman Pawłowski

Data:

17.01.2005

Wątki tematyczne