10.05.2007 Wersja do druku

Artysta pod presją aparatu bezpieczeństwa

Okazuje się, że nawet wybitny i uznany już na świecie twórca, jakim był na początku lat 60. Tomaszewski, nie był wolny od presji aparatu bezpieczeństwa. I nie działo się to w czasach stalinowskich, ale parę lat po odwilży. Przypadek Tomaszewskiego nie był odosobniony. Postalinowska PRL akceptowała elitarną sztukę, ale starała się kontrolować wszelkie jej manifestacje - pisze Bronisław Wildstein w Rzeczpospolitej.

Postalinowska PRL akceptowała elitarną sztukę, ale starała się kontrolować wszelkie jej manifestacje. Jedną z form owej kontroli było wikłanie twórców w agenturalne zależności. Henryk Tomaszewski [na zdjęciu] był wybitnym artystą, twórcą jednego z najlepszych teatrów drugiej połowy XX wieku. Był wizytówką polskiej kultury na świecie. Teraz okazuje się, że był także agentem, który donosił na swoich pracowników i przyjaciół. Czy wiedza o tej drugiej, ciemnej twarzy nieżyjącego już artysty ma dla nas jakieś znaczenie? Znając antylustracyjne strategie, z dużą dozą dokładności wyobrazić sobie można argumenty przeciwników ujawniania prawdy o wielkich (i małych) postaciach naszej kultury, a generalnie prawdy o PRL. Oto próba ich zsumowania. Czy wiedza o agenturalnej działalności twórcy może wpłynąć na ocenę jego dzieła? Jeśli tak miałoby być, to efekty lustracji byłyby destrukcyjne i pozbawiałyby nas ważnych zjawisk nas

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pantomima Tomaszewskiego, czyli artysta pod presją aparatu bezpieczeństwa

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 109

Autor:

Bronisław Wildstein

Data:

10.05.2007

Tematy w toku