W Kołobrzegu zakończył się trzydniowy Festiwal Muzyki Klasycznej. Rozmawiamy z gwiazdami festiwalu, Mirosławem Niewiadomskim, tenorem Teatru Wielkiego w Łodzi oraz Kamilą Cholewińską-Lendzion, sopranistką Warszawskiej Opery Kameralnej.
Śpiewał Pan we wszystkich trzech spektaklach. Jak Pan ocenia publiczność? - Kołobrzeska publiczność jest spragniona tego typu wydarzeń i żywiołowo reagowała na to, co działo się na scenie. Najwierniejsi melomani już podczas porannej próby zajmowali miejsca na wieczorny koncert. W Kołobrzegu królowała nieco lżejsza forma muzyki klasycznej. Czy to Pana ulubiony repertuar? - Bardzo dobrze czuję się w każdym rodzaju muzyki, choć z pewnością publiczność żywiej i entuzjastyczniej reaguje na musical czy operetkę. Podczas galowego koncertu zaskoczył Pan wszystkich brawurowym wykonaniem jednego ze szlagierów Elvisa Presleya. To chyba nietypowe dla śpiewaków operowych? - Rzeczywiście nietypowe. Chociaż już na studiach zauważyłem, że dobrze czuję się także w muzyce rozrywkowej, a szczególnie w repertuarze króla rock'&rolla. Taki przerywnik po ariach operowych czy operetkowych zadziwia i wręcz szokuje publiczność. To połączenie stylów z innych