13.07.2012 Wersja do druku

Arabskie rewolucje i teatr. Bejrut opętany duchami

Problemem w Libanie i krajach arabskich jest lekkość śmierci. Bardzo łatwo jest umrzeć, życie ludzkie się nie liczy. Śmierć stała się instrumentem w walce politycznej, pamięci o zabitych używa się do tego, aby zabijać jeszcze więcej ludzi. Powinniśmy poczuć ciężar śmierci - mówią libań Rabih Mroué i Linąa Saneh, libańscy twórcy teatralni - pisze Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej.

Rozmowa z Rabihem Mroué* i Liną Saneh**, libańskimi twórcami teatralnymi, których spektakl "33 rundy i parę sekund" [na zdjęciu] był jednym z wydarzeń zakończonego niedawno Festiwalu Malta w Poznaniu. Na scenie biuro odtworzone jeden do jednego, stół, laptop z otwartą stroną Facebooka, faks, który wypluwa kartki, telefon, na który przychodzą wiadomości, i telewizor nastawiony na kanał informacyjny. Brakuje tylko właściciela tych wszystkich urządzeń. Bohater spektaklu "33 rundy i parę sekund" nie może usiąść przy biurku i sprawdzić maili, bo przed chwilą popełnił samobójstwo. Ale elektroniczne urządzenia prowadzą życie dalej w jego imieniu. Przyjmują esemesy od dziewczyny, która utknęła na lotnisku w Londynie, i wiadomości nagrywane na automatycznej sekretarce przez kochankę. Wyświetlają komentarze przyjaciół na Facebooku i programy telewizyjne poświęcone jego tajemniczej śmierci. Rabih Mroué i Lina Saneh od lat 90. analizują w t

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Arabskie rewolucje i teatr. Bejrut opętany duchami

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online

Autor:

Roman Pawłowski

Data:

13.07.2012

Tematy w toku

Festiwale