17.01.2000 Wersja do druku

Ani damy, ani huzary

Nie dała nam się pani re­żyser oderwać od hrabiego Fredry ani na chwilę. Półto­rej godziny non stop nie schodzi się z widowni (na szczęście bardzo wygodne są nowe fotele w Powszech­nym!). Premiera jakoś po­szła, ale w codziennej prak­tyce - dla wycieczek szkolnych - "Damy i huzary" mo­gą być zbyt ciężką próbą. Zaczyna się od słowików. Śpiewają i śpiewają. Po sce­nie bez słowa krąży sześciu niezbyt kompletnie ubra­nych panów związanych z jakąś wyimaginowaną for­macją wojskową. Snują się i snują... To (za)długie wy­ciszenie musi zostać prze­rwane nieoczekiwanym wy- darzeniem. Sielankę wśród butelek, tytoniowych opa­rów i bałaganu przerywa przyjazd sióstr gospodarza, pana Majora (Zbigniew Szczapiński). Inwazja siedmiu pań (trzy siostrzyczki, Zosia, córka jednej z nich i trzy służące) to za dużo na­wet na całą armię. Ten damski oddział zręcznych stra­tegów bez szczególnego wy­siłku osacza zupełnie zdez­orien

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Ani damy, ani huzary

Źródło:

Materiał nadesłany

Express Ilustrowany nr 21356

Autor:

Renata Sas

Data:

17.01.2000

Realizacje repertuarowe