04.05.2007 Wersja do druku

Anglicy mają Jane Austen, my mamy Fredrę

"Śluby panieńskie" w reż. Jana Englerta w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Agnieszka Rataj w Rzeczpospolitej - Warszawskim Informatorze Rzeczpospolitej.

W chwili, kiedy w świetnie rozegranej scenie przy stole rozstawionym na trawie Marcin Hycnar jako Gustaw w ramach nawiązywania towarzyskich stosunków zaczął rozmowę z paniami o pogodzie, pomyślałam sobie: z dobrego, starego Fredry zrobiła nam się polska Jane Austen. Bo rzeczywiście Jan Englert w swojej inscenizacji Fredry dokonał podobnego manewru co Ang Lee w "Rozważnej i romantycznej". Ustawił "Śluby panieńskie" niuansami aktorskimi, które bawią momentami bardziej niż tekst Fredry. To porozumiewawcze wymiany spojrzeń między Radostem Englerta i Guciem Hycnara. Tak jakby pierwszy trochę zazdrościł drugiemu początku drogi, na końcu której sam się już znalazł. To drobne zmiany intonacji Patrycji Soliman, która po dramatycznej roli w "Fedrze" rozgrywa swoją Anielę odważniej i zabawniej niż dominującą przecież rolę Klary Kamilla Baar. Te drobiazgi są też w zapachu czosnku wrzucanego garściami do kiszonych ogórków, bo w końcu jesteśmy na wsi pol

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Polecam - Agnieszka Rataj

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 103 - Warszawski Informator Rzeczpospolitej

Autor:

Agnieszka Rataj

Data:

04.05.2007

Realizacje repertuarowe