EN
22.12.2010 Wersja do druku

Alibi nie szukam

- Obserwowałem wielu moich odchodzących mistrzów i to jest zawsze mniej więcej tak samo. Są dwie możliwości: albo gryzą i głoszą, że są nieomylni, albo się wycofują całkowicie. Dlatego sztuką jest znalezienie tego złotego środka, żeby ani nie krzyczeć, że "tylko ja i nikt poza mną nie ma racji!", ani się nie wycofywać - mówi Jan Englert, dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie.

10 kwietnia mógł lecieć do Smoleńska. Kancelaria Prezydenta zapraszała go dwa razy. Odmówił. Czy dziś czuje się wybrańcem losu, na ile życiem rządzi przypadek i co w nim naprawdę ważne? Dlaczego lepiej być szanowanym niż kochanym? Piotr Najsztub: - Kończy się rok 2010, dla Pana mógł się nie skończyć sylwestrem... Jeszcze pamięta Pan o tym, że mógł być w feralnym samolocie do Smoleńska? - Nie chcę o tym mówić w ten sposób, bo byłoby to nieskromne. Wtedy nawet przez chwilę nie myślałem, że ktoś, coś mi podarował. Dlatego, że od razu odmówiłem tego wyjazdu, choć dwukrotnie mi go oferowała Kancelaria Prezydenta. - Czy wcześniej coś dobrego albo złego ominęło Pana przez przypadek? - Zdarzyło mi się kiedyś samochodem coś niezwykłego. Zobaczyłem wysuwający się zza zakrętu koński łeb i odruchowo nie skręciłem, zjechałem na przeciwległe pobocze, a jadąca tamtym pasem ciężarówka wojskowa przytarła mi tylko samochód. Gdybym s

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Alibi nie szukam

Źródło:

Materiał nadesłany

Viva nr 26

Autor:

Piotr Najsztub

Data:

22.12.2010