29.05.2013 Wersja do druku

Ała, czym jest teatr?

Z bolącą głową trudno jest się zastanawiać nad jakością sztuki, nad tym, co jest hitem, a co kitem - o performansie Krzysztofa Garbaczewskiego i Marcina Cecki "herb brecht" w Komunie//Warszawa pisze Magdalena Osińska z Nowej Siły Krytycznej.

Żółw na smyczy wyciągnięty zza pazuchy. Jezioro łabędzie tańczone przez chłopaków w śmierdzących skarpetkach. Motyw muzyczny z Koziołka Matołka. Komuna Warszawa usiłowała rozpieprzyć system w dzień święty, w niedzielę. Istotą instalacji teatralnej Krzysztofa Garbaczewskiego i Marcina Cecki "herb brecht" - jak zapewniają autorzy - jest refleksja nad relacją scena - widz. Punktem wyjścia do pogłębienia tej refleksji jest umowa, że wszystko, co rozgrywa się wobec widowni, to teatr. Twórcy ogłaszają na stronie internetowej repertuar, przychodzi tak zwane środowisko, przychodzą ludzie ciekawi eksperymentu, płacą za bilet 15 złotówek (studenci wchodzą za dychę), siadają na ławeczkach i czekają. Na scenie są już aktorzy, choć lepiej byłoby wstawić to słowo w cudzysłów, mając na myśli ludzi uznawanych - zgodnie z warunkami umowy - za aktorów. A więc na scenie są już "aktorzy" i robią "cyrk", "teatr", "iwent", dzieje się to, co wspomn

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Magdalena Osińska

Data:

29.05.2013

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe