10.04.2008 Wersja do druku

Aby nas znęcić w przepaść następstw

Po dwóch godzinach spektaklu, wiemy już o nim wszystko. Bardzo szybko zamyka się w kombinacyjnych układach świec, rytmicznych wejściach i zejściach, synchronicznych obrotach aktorów, wypowiadanym mechanicznie słowie - o "Makbecie" w reż. Mariusza Grzegorzka w Teatrze im. Jaracza w Łodzi pisze Marta Olejniczak z Nowej Siły Krytycznej.

Nogi obute w czarne koturny, ciała odziane w długie quasi togi. Kilkanaście postaci porusza się w mrocznej przestrzeni naznaczonej rzędami świec. Przestrzeń niemal mityczna, w której puls wyznaczają uderzenia w bębny (Jakub Jeziorski, Łukasz Warenica). Trans-dźwięki męczą, kierują najmniejszym gestem, słowem, działaniem. Jak w mechanizmie - element po elemencie - świetlne linie przybierają kształt abstrakcyjnych form. Form, stających się kanałem, kumulującym siłę dramatycznego makrokosmosu. Widzom "Makbeta" zrealizowanego przez Mariusza Grzegorzka pozostaje tylko zanurzyć się w estetycznym obrazie. Nie wywoła on u nikogo śmiechu w swej afirmatywnej postaci. Nie obłaskawi kosmicznego ogromu, nie uchroni Makbeta (Ireneusz Czop) przed obłąkańczym chichotem, w którego oczach widać już tylko stan chorobliwy. Wywołały go trzy Wiedźmy, które jak lalki na sznurkach przyciąga do siebie Hekate (Kamila Sammler). Twory to drobiazgowo stworzone, ambiwale

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Marta Olejniczak

Data:

10.04.2008

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe