11.04.2012 Wersja do druku

A Pan co? Ja nie wiedziałem!

- Jak ktoś o mnie mówi: "artysta", a jeszcze jak się do mnie zwraca "mistrzu", to ja jestem ich zaprzeczeniem. Czasem nie cierpię tego zawodu. Fachowcem jestem. Sięgam chmur raz na 10 lat w tym, co robię, ale nie lubię, jak mówią: "Zobacz, ten aktor" - mówi MARIAN OPANIA, aktor Teatru Ateneum w Warszawie.

Małgorzata Domagalik: Opania to marka, znak jakości, zgadza się? Marian Opania: Pani Małgosiu, umówmy się: kochają mnie, póki nie wejdę na ich teren. Ma pan na myśli kolegów? - Mówimy o tak zwanych wielbicielach. Ten sam wielbiciel w teatrze i w przychodni zdrowia, kiedy siedzę przed gabinetem, nagle wychodzi pielęgniarka i bez mojej ochoty prosi mnie poza kolejnością. Co ja się wtedy o sobie nasłucham, to moje. Nie zasłużył pan na to, żeby tak poza kolejnością? - Nie, ja zawsze stoję w kolejce, zawsze idę prawidłową drogą, Różnie bywało tylko w czasach szumnej młodości. Natomiast generalnie jestem - taką mam nadzieję - dobrze wychowany. Czeka pan w kolejce... - Tak. A zasady mam raczej konserwatywne, nie ulega wątpliwości. Ten dzisiejszy świat nie jest już mój. Jestem, na przykład, głęboko przeciwny ruchowi feministycznemu. Jestem feministką. - To akurat nieprawda. Ja panią darzę wielką sympatią. I co z moi

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

A Pan co? Ja nie wiedziałem!

Źródło:

Materiał nadesłany

Pani nr 4/04.2012

Autor:

Małgorzata Domagalik

Data:

11.04.2012