01.10.2012 Wersja do druku

A jedna po mnie coś zostało - Marcin Nałęcz-Niesiołowski o Operze Podlaskiej

Białystok jest jednym z większych miast w kraju i nie jest żadną ekstrawagancją posiadanie jednej, profesjonalnej sali, która będzie miała możliwości sceniczne zgodne ze standardami europejskimi - mówi Marcin Nałęcz-Niesiołowski, pomysłodawca budowy Opery i Filharmonii Podlaskiej Europejskiego Centrum Sztuki.

Obserwator: Przykro Panu, że nie jest Pan obecny na otwarciu opery? Marcin Nałęcz-Niesiołowski: Przykro mi na poziomie artystycznym. Mam świadomość ogromnego wysiłku i czasu włożonego w projekt powstania i budowy opery - pomysłu, który w dużej mierze był autorski i którego nie mogłem zrealizować do końca. Rozpoczynając inwestycję miałem nadzieję, że uda mi się także ją dokończyć. Sądzę, że to raczej niektórym osobom, które nie wzniosły się ponad swoje animozje, powinno być przykro, że nie ma mnie na inauguracji. Rzecznik prasowy urzędu marszałkowskiego solennie zapewniał, że był Pan jedną z pierwszych osób, do których wysłano zaproszenie. - Takie zaproszenie do mnie nie dotarło. Słyszałem o tym, ale takiego zaproszenia nie ma. Odcina się Pan teraz od Białegostoku? - Białystok był dla mnie bardzo ważną częścią życia, ale nie jedyną. Kiedy ten rozdział się zakończył, automatycznie nastąpiło oddalenie emocjonalne i fiz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

A jedna po mnie coś zostało

Źródło:

Materiał nadesłany

Kurier Poranny nr 13/29-09-12

Autor:

Anna Kopeć

Data:

01.10.2012

Tematy w toku