MAMY więc w Warszawie "Zemstę" imć hrabiego Fredry na dwóch scenach. Jeszcze w Polskim T. Bartosik z J. Machowskim wiodą spór o mur graniczny, a tu już w Narodowym W. Pyrkosz i .T. Nalberczak biorą się za czuby. "Zemsta" wiadomo, klasyka narodowa, winna być grana zawsze, ale ostatnio stała się ogromnie modna, bo ma takie ładne zakończenie, w którym wszyscy głośno wołają "zgoda, zgoda" i podają sobie ręce. Idylla, którą wszyscy by chcieli widzieć na co dzień dlatego nieszczęsny Fredro wierci się od czasu do czasu w miejscu wiecznego spoczynku, gdy co bardziej pomysłowy reżyser napracuje się nad jego dziełem. Na temat "Zemsty" napisano wiele, zaś panu Boyowi mamy w tej mierze najwięcej do zawdzięczenia. Grano ją także niezliczone razy i tradycje wykonawcze tej komedii są wręcz przebogate. Rozumiem jednak intencji reżyserów, z których każdy chciałby dorzucić swoje trzy grosze, lecz nie każdemu udaje się to tak jak Zygmuntowi Hubnerowi, któr
Źródło:
Materiał nadesłany
Słowo Powszechne