EN
3.11.2006 Wersja do druku

Żywot człowieka namaszczonego

Pracy Libery towarzyszyła zawsze legenda przyjaźni, jaką Beckett miał darzyć pana Antoniego. W ogóle reżyserowi udało się przekonać rodzime salony, że jego twórczość i działania na polu sztuki naznaczone są błogosławieństwem Becketta, że jest autentycznym kontynuatorem pewnej tradycji, i to z namaszczenia samego twórcy "Molloya". Nikt z tym nie dyskutuje, bo właściwie czemu duchowy spadkobierca Becketta nie mógłby być Polakiem - pisze Artur Górski w Życiu Warszawy.

Antoni Libera wraca w wielkim stylu: reżyseruje spektakle Becketta, a podczas prób pada ofiarą "boksera". Prowadzi także ożywione spory ideowe na łamach gazet i znajduje czas, by pisać wiersze. Krakowskie salony wstrzymują oddech: czy w osobie Libery i jego adwersarzy odradza się duch Młodej Polski? O Antonim Liberze zrobiło się w ostatnim czasie głośno. Ten najbardziej znany popularyzator twórczości Samuela Becketta w Polsce był niedawno gwiazdą "gali bokserskiej", jaka odbyła się w krakowskim Teatrze imienia Słowackiego. Nie był to wprawdzie boks zawodowy, a raczej literacki, ale trudno wymagać od Libery, aby krzyżował rękawice z Andrzejem Gołota czy Krzysztofem "Diablo" Włodarczykiem. Jego przeciwnikiem (a raczej - agresorem) był recenzent literacki oraz felietonista "Tygodnika Powszechnego" Michał Paweł Markowski. Jak twierdzą znawcy rodzimej sceny sportowo-literackiej, między oboma panami iskrzyło już od dłuższego czasu i pojedynek wydawał

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Czekając na Gołota

Źródło:

Materiał nadesłany

Życie Warszawy Nr 257

Autor:

Artur Górski

Data:

03.11.2006

Wątki tematyczne