Mężczyzna stojący na grzbiecie rozpędzonego konia mknie wokół tonącej w półmroku sceny. Po chwili, w której każdy z widzów wyobraża sobie własny tragiczny upadek na miejscu artysty - ten zaczyna się leniwie rozbierać, ani odrobinę nie zwalniając wierzchowca - po "Battucie" teatru konnego Zingaro, spektaklu, wystawianym do 28 maja nad Maltą, pisze Waldemar Lewandowski w Gazecie Wyborczej - Poznań.
W tej jednej chwili zawiera się cała metafora życia według francuskiego teatru konnego Zingaro: to nieustająca galopada trwająca pomimo nietrwałości czasu i marności całej tej gonitwy. Pierwszy w Polsce pokaz spektaklu "Battuta" odbył się we wtorek wieczorem nad brzegiem poznańskiego jeziora Malta. Zdystansowana zrazu widownia, dała się szybko zahipnotyzować. Połączone siły cygańskich muzyków z Transylwanii i Mołdawii oraz nieprawdopodobna wirtuozeria jeźdźców układały się w opowieść przemawiającą do wszystkich za sprawą sugestywnych obrazów. Jeśli - za słowami Bartabasa, charyzmatycznego twórcy i reżysera teatru Zingaro - "Battuta" miała być spektaklem o cygańskim poczuciu życia i wolności, to dane było widzom zaznać niemal każdego ze smaków egzystencji. Nieokiełznany pęd, balansujący od dramatyzmu po czystej wody komizm, rwany był przez nuty liryczne, z powracającym motywem uciekającej konno panny młodej - bezwolnej, zawiedzionej