14.09.2009 Wersja do druku

Żuławska: Między Wolterem a Witkacym

Matkowała Witkacemu, przyjaźniła się z Przybyszewskim, Osterwą, Wittlinem, rozpisywała się o Wolterze i wieczornych balach. W czasie wojny ratowała Żydów. - Kochała spotkania, zabawy, kawiarnie. I ludzi - wspomina jej wnuczka. Sylwetkę Kazimiery Żuławskiej, która w latach 20. XX w. prowadziła w Toruniu pensjonat dla artystów - przedstawia Maciej Czarnecki w Gazecie Wyborczej Toruń.

Wiosna. 37-tysięczny Toruń wychodzi spod śniegowej czapy. Po rozjaśnianych bladym światłem latarni gazowych ulicach toruńskich przedmieść kursują ruchome kioski z chałwą, owocami i czekoladą. Wszystkie trzy linie tramwajowe krzyżują się na Rynku Staromiejskim, gdzie co wtorek i piątek kwitnie handel warzywami, kwiatami, sprzętami gospodarstwa domowego, cyną do lutowania dziurawych garnków, plasterkami do usuwania odcisków i wszystkim, czym się da. Nie ma jeszcze mostu Piłsudskiego, jest za to muszla koncertowa i letnie restauracje na Bydgoskim Przedmieściu. Mieszczaństwo i wojskowi. Stateczne, pełne szacunku dla pruskiego ładu niemieckie rodziny. Polscy działacze polityczni i nauczyciele, przekupki i robotnicy, księża i kamienicznicy - oto nasze miasto Anno Domini 1921. Nagle w sam środek tego sielskiego i spokojnego obrazu wpada artystyczna hałastra z całej Polski. W latach 20. przybywają tu Stanisław Przybyszewski, Witkacy, Juliusz Osterwa, Tymo

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Żuławska: Między Wolterem a Witkacym

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza Toruń nr 215

Autor:

Maciej Czarnecki

Data:

14.09.2009