28.04.2007 Wersja do druku

Żegnamy Mariusza Sabiniewicza

Bliscy przyjaciele Mariusza Sabiniewicza nie są gotowi, by mówić o jego śmierci. Jeszcze nie. Podobnie jak aktorzy z Teatru Nowego. Grał w nim ponad dwie dekady, właściwie do końca, choć od wielu lat walczył z ciężką chorobą - pisze Marta Kaźmierska w Gazecie Wyborczej - Poznań.

- Zawód aktora ma to do siebie, że jest ulotny, wszystko zostaje tylko w pamięci - mówił Mariusz Sabiniewicz "Gazecie" 26 stycznia, dwa dni po śmierci Krystyny Feldman. I jeszcze: "To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Pustki po Niej nie da się zapełnić". Nie mógł wtedy wiedzieć, że za trzy miesiące z pustką po Nim będą musieli zmierzyć się inni. Zmarł w czwartek [26 kwietnia], w wieku 44 lat. - Byliśmy zgraną paczką - wspomina szkolny kolega zmarłego artysty. Razem kończyli poznańskie X Liceum, chodzili na "osiemnastki" i wspierali się w ponurej rzeczywistości stanu wojennego. Mariusz Sabiniewicz już wtedy wiedział, że chce zostać aktorem, a jednak wybrał klasę o profilu matematyczno-fizycznym. - Nie pamiętam, czy był łobuziakiem. W tym wieku chyba każdy jest - opowiada towarzysz ze szkolnej ławy. - Zawsze trochę "odchodził". Kiedy po lekcjach spotykaliśmy się całą gromadą na brydża, on kończył wcześniej, bo miał inne

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Żegnamy Mariusza Sabiniewicza - Norberta z "M jak Miłość"

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Poznań nr 100

Autor:

Marta Kaźmierska

Data:

28.04.2007