"Trzy świnki, czyli Los Tres Vagabundos" w reż. Konrada Dworakowskiego w Teatrze im. Andersena w Lublinie. Pisze Andrzej Z. Kowalczyk w Polsce Kurierze Lubelskim.
Spośród wszystkich osób zgromadzonych na widowni Teatru Andersena na pierwszej w nowym sezonie premierze byłem zapewne jedną z najmniej odpowiednich. Nie tylko z powodu wieku (choć wśród widzów byli starsi ode mnie), lecz także stosunku do subkultury hip-hopowej, raperskiej czy jak tam ją zwać. Mówiąc wprost - nie lubię jej i nie cenię. Jedynym wyjątkiem jest grupa The Black Eyed Peas ze znakomitą Fergie, ale ortodoksyjni wyznawcy gatunku powiedzą, że to komercja. Na premierę wszakże szedłem nie bez ciekawości, jak w ową subkulturę uda się wpisać klasyczną bajkę o trzech świnkach. Bo też zadanie to dość karkołomne. Przede wszystkim dlatego, że w wersji kanonicznej ta historia niesie przesłanie piętnujące niefrasobliwość i lenistwo, a będące pochwałą rozsądku i pracowitości, co wydaje mi się dosyć odległe od hip-hopowego stylu (chyba że za pracowitość uznamy paskudzenie ścian za pomocą spreju). Okazało się jednak, że można.