"W dole rozciągała się ulica Trzeciego Maja, którą miłował najbardziej. Bo była to ulica, jakby ją sam Pan Bóg jasną farbą okrasił od stóp wieży, aż po dom burmistrza, gdzie przechodziła w ulicę Zamkową" - tak Jerzy Fąfara opisał najważniejszą rzeszowską ulicę w "Brzytwach kata Sellingera", a potem wymyślił Święto Paniagi. W niedzielę odbędzie się już 12. edycja tej imprezy.
ROZMOWA Z JERZYM FĄFARĄ, literatem, pomysłodawcą Święta Paniagi Magdalena Mach: Po pierwszych edycjach Święta Paniagi ta impreza zaczęła niebezpiecznie dryfować w stronę ulicznego jarmarku. Nie taki był twój zamysł... Jerzy Fąfara: Czułem wielki ból, kiedy szedłem na Święta Paniagi w kolejnych latach, a tam królowały kramy z watą cukrową i chlebem ze smalcem. Nic nie mam przeciwko takim produktom, ale dokładnie tak samo wyglądał tydzień później festiwal w gminie Czarna. A Święto Paniagi powinno być wyjątkowe... - Idea polegała na pokazaniu ludzi Rzeszowa, tego, czym się wyróżnili, co szczególnego osiągnęli. To miała być okazja do zaprezentowania się rzeszowian, którzy mają coś do powiedzenia. I takie były pierwsze edycje Święta Paniagi. W tym roku znowu włączyłeś się w organizację imprezy. Święto Paniagi wraca na dawne tory? - Cała Paniaga ma być poświęcona działalności artystycznej rzeszowian. Jarmark