"Plastiki" Mariusa von Mayenburga w reż. Grzegorza Chrapkiewicza w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Hanna Karolak w Gościu Niedzielnym.
Każda kwestia tej sztuki brzmi fałszywie. Wypaleni bohaterowie nie są w stanie nawiązać porozumienia. Największym walorem tego spektaklu jest aktorstwo, choć w obsadzie nie znajdujemy gwiazd. Bohaterowie to ludzie niespełnieni. Żona marzyła o tym, by zostać aktorką, jest zaledwie asystentką niezrównoważonego artysty. Mąż marzył, by dostać się do ekipy Lekarzy bez Granic, a gdy otrzymuje taką szansę, wydaje mu się, że nie poradzi sobie z ogromem zagrożeń. To oczywiście wywołuje wzajemne agresje, które najłatwiej skierować na najbliższych. W ten sposób rodzina jako wspólnota przestaje istnieć. To zaledwie sfrustrowane, obce sobie istoty. Niemiecki dramatopisarz Marius von Mayenburg proponuje nam komedię, która nie śmieszy. Bohaterowie to karykatury matki, żony, ojca, syna. Jedyna obsesja, która ich łączy, to obsesja czystości. Jeżeli wszystko w środku się rozpada, ład, który tych bohaterów otacza, ma porządkować to, co nie istnieje