"Głupota przybiera rozmiary/normalne". To nie jest zdanie napisane dziś. To nie myśl z wczoraj ani nawet z zeszłej soboty. Dziwne? Owszem. Słowa o swojskości pustych łbów otwierają poemat "Nasza mała stabilizacja", na dwa głosy napisany poemat, rozpoczynający "Świadków" Tadeusza Różewicza. Tak, to cud jakiś, że litery te nie są literami z naszych czasów i naszego świata, że mają jeśli nawet póki co nie siwą, to już długą, bardzo długą brodę. Słowa o wiecznej swojskości pustych łbów wygłosi ONA (Aneta Wirzinkiewicz). Odpowie jej ON (Marcin Kalisz), odpowie zdaniem równie starym, zdumiewająco starym: "nieskończoność jest krótsza /od nogi/ Sophii Loren". I tak też będą się przerzucać wersami poematu o nędzy ludzkiej zgody na bylejakość. ONA - kobieta odcięta od imienia i nazwiska. I ON - golem identycznie bez ludzkich właściwości. W drugiej i trzeciej części nie zniknie brak twarzy, brak imion i nazwisk. Nie wrócą człowiecze wł
Tytuł oryginalny
Świadkowie pustych łbów
Źródło:
Materiał nadesłany
Dziennik Polski nr 68