- Dostałem pracę w Operze Bałtyckiej za 400 złotych. Niewiele, więc ucieszyłem się, kiedy dodatkowo Teatr Muzyczny w Gdyni zaproponował mi kontrakt. Na co dyrektor opery się wściekł. Krzyczał, że jak zamierzam zdzierać głos w "miuzikalach" to on mnie zwalnia z opery. I zwolnił. Na szczęście wcześniej podpisałem kontrakt na sześćdziesiąt spektakli "Drakuli" w Szwajcarii - wspomina śpiewak PIOTR LEMPA.
Rozmowa z PIOTREM LEMPĄ [na zdjęciu], znanym w świecie solistą operowym. Najmłodszy solista Opery Bałtyckiej, potem absolwent Royal Academy w Londynie, uczestnik festiwalu operowego w Glyndebourne, gdzie wcześniej śpiewały takie polskie sławy sceny operowej jak Teresa Żylis-Gara, Wiesław Ochman czy Mariusz Kwiecień... Słyszeli o panu w Anglii, Francji, we Włoszech, w Szwajcarii. Do tego solowy koncert w Nowym Jorku, dla uczczenia ofiar WTC. Ma Pan 34 lata, jest już uznanym basem w Europie. A na Opolszczyźnie, skąd pan pochodzi, niewiele osób słyszało o Piotrze Lempie. - Chyba dlatego, że zaraz po maturze wyjechałem. Na początku studiowałem w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, po roku przeniosłem się do Gdańska, potem wyjechałem do Londynu. Tylko sporadycznie śpiewałem w Filharmonii Opolskiej. Tak jak wielu Opolan opuścił pan prowincjonalną miejscowość, żebyjuż nie wracać... - Skąd taki pomysł? Lubię tam być. Jak tylko mogę,