EN
13.11.2007 Wersja do druku

Śmierć wielkiego mitu Teatru Rozmaitości

Spyta ktoś: dlaczego odbierać teatrowi prawo do politycznej agitacji? Dlaczego teatr ma bronić swej niepodległości przed wpływem realnej partyjnej walki? Odpowiedź brzmi: bo teatr zaprzęgnięty do bieżącej polityki staje się teatrem pustym - pisze Tomasz Plata w Dzienniku.

Miało być święto i triumf: inscenizację "Szewców u bram" [na zdjęciu] w TR Warszawa przygotowywano długo i reklamowano głośno. Premierę (odrobinę prowokacyjnie, dodatkowo jeszcze podgrzewając atmosferę) wyznaczono na 11 listopada. I co? I nic. Wyszedł teatralny knot pozbawiony wagi. Choć knot niejako historyczny, bo kończący - jak się zdaje - złotą erę stołecznych Rozmaitości. Wygląda na to, że najważniejsza rodzima scena ostatnich lat legła pod ciężarem własnego zaangażowania politycznego. Moment skłania do podsumowań. Od premiery "Bzika tropikalnego", wyreżyserowanego przez Grzegorza Jarzynę spektaklu, który dał początek zjawisku pod nazwą "Rozmaitości", mija 10 lat. Ta dekada to czas jednoznacznego, niepodważalnego, wręcz bezprecedensowego sukcesu teatru z Marszałkowskiej. Stając się macierzystą sceną dwóch bodaj najwybitniejszych reżyserów pokolenia obecnych 40-latków, Jarzyny i Krzysztofa Warlikowskiego, gromadząc zespół, w kt

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Śmierć wielkiego mitu Teatru Rozmaitości

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik nr 266/14.11.

Autor:

Tomasz Plata

Data:

13.11.2007

Wątki tematyczne