Mieszkańcy Wąchocka, milicjanci, teściowe, Czukcze, Chuck Norris, baby u lekarza, blondynki czy - ostatnio - chłopi z Łotwy. Niewybredne żarty nie ominęły rzecz jasna poletka kultury. I tu znaleziono sobie chłopców do bicia. Tenorów. - pisze Jerzy Snakowski w felietonie z cyklu "Okio uchem" w portalu trojmiasto.pl.
Ich kosztem budujemy nasz towarzyski prestiż. Dzięki ich poniżaniu nasze życie jest przyjemniejsze i weselsze. To kozły ofiarne, wyselekcjonowane grupy społeczne, obiekty kpin - bohaterowie okrutnych żartów dalekich od poprawności politycznej. Mieszkańcy Wąchocka, milicjanci, teściowe, Czukcze, Chuck Norris, baby u lekarza, blondynki czy - ostatnio - chłopi z Łotwy. Niewybredne, acz lubiane przez nas żarty nie ominęły rzecz jasna poletka kultury. I tu znaleziono sobie chłopców do bicia, czy raczej wyśmiewania. Wchodząc do operowego czy filharmonicznego bufetu i słysząc zbiorowy rechot można być pewnym, że właśnie ktoś opowiedział dowcip o altowioliście lub tenorze. Skąd skłonność do kąsania niewinnych altowiolistów, którzy przeważnie w orkiestrze grają drugie lub wręcz trzecie skrzypce, tworząc częściej harmoniczne wypełnienie niż sekcję wirtuozów - nie mam pojęcia. A jednak jest mnóstwo branżowych dowcipów o nich: "- Jaka je