Kiedy w latach sześćdziesiątych na scenie "Kalamburu" wystawiono "Łysą śpiewaczkę", przedstawienie młodych, żarliwych zbuntowanych artystów, spod znaku surrealistycznego Edula, miało smak prowokacyjnej kontestacji. Było to manifestacyjne wypięcie młodej pupy na bełkotliwy, zakłamany świat. Śmieszyło do łez, ale też niepokoiło; skłaniało do zupełnie poważnych refleksji. Prawie trzydzieści lat później, to znaczy teraz, Ionesco jest już rozpracowanym i zdefiniowanym klasykiem, przyswojonym przez teatr, dostarczycielem partytury do znakomitych popisów aktorskich. Nie zaskakuje już widowni. Bo zarówno jej, jak i twórcom teatralnym wydaje się, że w jego tekstach nie ma już tajemnic, a jeśli nawet są, to nie warto ich drążyć. Na tej samej kalamburowej scenie, acz już pod firmą artystyczna Teatru Współczesnego, otrzymaliśmy właśnie nową wersję "Łysej śpiewaczki". Poprawnie "po kolei" zrealizowany, przyzwoicie - a momentami błyskotliwie za
Tytuł oryginalny
Łysa komedia
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta Robotnicza nr 235