Jeszcze tylko dziś i jutro w Teatrze Szwalnia (ul. Struga 90) będzie można obejrzeć "Ślub, czyli ja sam" - autorski monodram Romualda Krężela. W trakcie spektaklu aktor biega, tańczy, rozbiera się, a nawet wchodzi do wanny
Zaczyna się intrygująco. Młody mężczyzna wchodzi na scenę i zaczyna biegać dookoła. Trwa to dobrą minutę. Po kolejnych kilku chwilach spędzonych w wannie, Krężel staje przed widownią i zaczyna recytować SMSy. Momentami jest smutno, momentami zabawnie. Najważniejsze, że ma to sens - aktor zarysowuje dzięki temu ludzkie postawy, co więcej, robi to w sposób trafny. Później przechodzi do fragmentów wywodzących się z dramatów Gombrowicza. Aktor stawia pytania o sens poszukiwania prawdy o sobie. Opowiada o maskach, które wszyscy przybieramy, ale też o byciu z samym sobą. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie wrażenie, że chwilami przypomina to moralitet. Być może to efekt uboczny podejmowanego tematu, być może wzniosłości, której echa kilkakrotnie pojawiły się na scenie. Krężel nie udziela ostatecznej odpowiedzi na pytanie "Kim jestem?", jednak wszelkie tego próby w moim odczuciu brzmią nazbyt pouczająco. Nie do końca przekonuje mnie wy