- Muzyka towarzyszy mi w życiu znacznie dłużej niż aktorstwo. Powszechną tradycją w mojej rodzinie było uczęszczanie do szkoły muzycznej. Przy akompaniamencie skrzypiec, gitary, pianina i akordeonu prześpiewaliśmy z rodzeństwem niejeden wieczór - mówi warszawski aktor MACIEJ ZAKOŚCIELNY.
Mało kto wie, że oprócz aktorstwa Maciek Za kościelny, czyli Bronek Woyciechowski z "Czasu honoru", pasjonuje się muzyką - a dokładniej grą na skrzypcach. Wielbiciele talentu aktora zaspokoją swoją ciekawość, oglądając poczynania Maćka na deskach warszawskiego Teatru Bajka w projekcie "Śpiewając jazz". Bożyszcze, amant, najseksowniejszy polski aktor... Tak oto postrzega cię spore grono widzów. Co ty na to? - Bardzo dobrze mi z tym. My, artyści, jesteśmy łasi na komplementy (śmiech). A nie denerwuje cię przydomek "polski Brad Pitt"? - Nie, dlaczego? Nigdy nie patrzyłem na siebie jako na następcę Brada Pitta. Szanuję go i podziwiam, bo jest świetnym aktorem i niejednokrotnie to udowodnił. Ale nad łóżkiem nie wieszałem sobie plakatów z nim - raczej te z zespołami muzycznymi lub pięknymi aktorkami (śmiech). Zresztą - nie utożsamiam się z żadną ze znanych postaci sceny czy kina. Inspiracje czerpię z obserwacji otoczenia oraz ludzi na ulicy.