14.05.2016 Wersja do druku

60 lat dialogu z "Dialogiem"

Dawał się lubić także jako przedmiot, co wcale nie było takie częste w przypadku przaśnych peerelowskich miesięczników, drukowanych na byle jakim burym papierze. To też była cecha, dzięki której, jak myślę, "Dialog" przetrwał wszelkie burze i zawirowania najpierw realsocjalizmu, potem wcale nie łatwiejszych czasów wolności - z okazji jubileuszu jednego z najważniejszych pism teatralnych pisze Tadeusz Nyczek.

Miał i ma poręczny format i objętość. Wynalazek, niby nienowy w prasowym edytorstwie, żeby kolory okładek co roku powtarzały się w tych samych miesiącach, sprawdził się znakomicie. Większość ludzi to wzrokowcy łatwo przyzwyczajający się do stałych sekwencji barwnych. Idę o zakład, że mniej więcej stali czytelnicy "Dialogu" mogą bez trudu wymienić z pamięci kolory każdego z numerów. Z wyjątkiem podwójnych, bo te raczej nie trzymają się zasady i biegają po palecie. Z latami zresztą widać jawne polepszanie się bazy poligraficznej, co skutkuje nie tylko żywszymi barwami okładek, ale wyższej jakości papierem, także większą liczbą rozmaitego gatunku ilustracji. Tymi ilustracjami, głównie fotograficznymi, "Dialog" powolutku nawiązuje dialog z samym sobą z własnych początków, kiedy to na końcu każdego numeru zamieszczano blok zdjęć z najgłośniejszych albo najbardziej symptomatycznych premier miesiąca. Ten miły zwyczaj po kilku latach

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Tadeusz Nyczek

Data:

14.05.2016