Dyrektor sosnowieckiego Teatru Zagłębia Adam Kopciuszewski ogłosił przejście na emeryturę. Wśród obecnych szefów miejskich scen był bodaj najstarszy stażem, uosabiał rzadką w tych burzliwych czasach stabilność i spokój. W Sosnowcu zawsze zasiadałem na widowni z ufnością, że nikt mnie nie będzie katował ze sceny, że otrzymam solidną porcję dobrego, mieszczańskiego teatru w najlepszym rozumieniu tego słowa. A przecież nie był to teatr skostniały - pisze Michał Smolorz w Gazecie Wyborczej - Katowice.
Wśród obecnych szefów miejskich scen był bodaj najstarszy stażem, uosabiał rzadką w tych burzliwych czasach stabilność i spokój. Przynajmniej na zewnątrz, bo nie wierzę, że można być szefem publicznej instytucji kultury i nie spalać się z prędkością bawełny strzelniczej - czego dowodzą niegdysiejsze kłopoty kardiologiczne pana Adama, chorobą dyrektorską zwane. Przyczyny tego spalania są oczywiste: stałe godzenie kilku sprzecznych żywiołów, w tym oczekiwań widzów, żądań "dysponenta politycznego" (czyli radnych i prezydenta miasta), aktywności związkowców (których w teatrach zwykle więcej niż talentów) i wreszcie lokalnej krytyki. A co tu kryć: nie był Teatr Zagłębia w tych 15 latach pupilem recenzentów "Gazety", obrywał zwykle za to, co moim zdaniem było jego atutem, czyli za robienie teatru dla ludzi. Pomijam ewidentne wpadki, które są w sztuce efektem naturalnego ryzyka, nikt nie udziela gwarancji na sukces artystyczny, nawet gd