05.03.2004 Wersja do druku

Zygmunt Hobot (17 lipca 1930 -19 stycznia 2004)

Był, niestety, mało wykorzystany w telewizji i nie proponowano mu ról filmowych.

Był mały, miał okrągłą głowę, kartoflowaty nos, ciemną karnację skóry i coś latynoskiego w twarzy. Włosy czarne i czarne oczyska. Pamiętam, jak kiedyś, a był to słynny rok 1968, zostałem wzięty na spytki przez naszego kolegę. Zapytał on, wiedząc, że razem chodziliśmy do krakowskiej Szkoły Teatralnej: - Czy Zygmunt jest Żydem? Zatkało mnie, tym bardziej że ów kolega był wysoko partyjny, a ja i Zygmunt niezrzeszeni. W końcu zdobyłem się na odpowiedź, może idiotyczną, ale spontaniczną: - Ja sam nie wiem, czy jestem Żydem... Właśnie te oczyska Zygmuntowe potrafiły wyrazić prawie wszystko. I ta twarz giętka, nigdy obojętna. I oto nagle katastrofa. Na półroczu drugiego roku postanawiają, że Zygmunta trzeba wyrzucić ze szkoły. Nie wiem, kto to postanowił. Może ktoś z najstarszych pedagogów, którzy uważali, że aktor musi być piękny, postawny. Ale naszymi najważniejszymi pedagogami byli: Lidia Zamkow, Jerzy Kaliszewski i wprawdzie sta

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pożegnanie

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Częstochowa nr 55

Autor:

Bogdan Śmigielski

Data:

05.03.2004