EN
28.03.2022, 09:46 Wersja do druku

Wściekły byk

„Byk” Szczepana Twardocha w reż. Roberta Talarczyka i Szczepana Twardocha, koprodukcja STUDIO teatrgalerii, Fundacji Teatru Śląskiego „Wyspiański”, Teatru Łaźnia Nowa i Instytutu im. Jerzego Grotowskiego. Pisze Rafał Węgrzyniak w portalu Teatrologia.info.

fot. Przemysław Jendroska

Półtoragodzinny monodram Byk, wspólnie napisany i wyreżyserowany przez prozaika Szczepana Twardocha i aktora Roberta Talarczyka, a grany przez tego drugiego, jest rezultatem ich długotrwałej współpracy oraz zawiera wiele elementów autobiograficznych związanych z historią Górnego Śląska. Talarczyk od 2013, będąc dyrektorem Teatru Śląskiego w Katowicach, konsekwentnie wprowadza do repertuaru utwory odtwarzające dzieje owego regionu i portretujące jego mieszkańców, a odnalazł je właśnie w dorobku pisarskim Twardocha. Najpierw w 2014 zgodził się na inscenizację Morfiny. W 2018 już sam wyreżyserował adaptację powieści Drach. W minionym roku zaś wystawił dramatyzację Pokory, skądinąd z udziałem autora w epizodycznej roli.

Twardoch paradoksalnie zdobył rozgłos dzięki wydanemu w 2017 Królowi nawiązującemu do biografii żydowskiego boksera i policjanta z getta, Szapsela Rotholca, osadzonej w realiach Warszawy. Król został wystawiony przez Monikę Strzępkę w Polskim w Warszawie, a potem przez Ewelinę Marciniak w Thalia Theater w Hamburgu. W 2019 ponadto został nakręcony serial oparty na tej powieści. W każdym razie dzięki popularności Króla i będącego jego kontynuacją Królestwa Twardoch stał się bodaj najbardziej poczytnym polskim powieściopisarzem mogącym sobie pozwolić na impertynenckie czy prowokacyjne uwagi wobec środowisk nadających ton w rodzimym życiu kulturalnym. Pomimo protestów wpływowych osób niedawno otrzymał Nagrodę im. Kazimierza Kutza. A Byk, zrealizowany jako koprodukcja aż pięciu instytucji, prezentowany będzie na zmianę nie tylko w Warszawie i Katowicach, ale też w Krakowie i we Wrocławiu, chociaż z wielu powodów jest niepoprawny politycznie.

Jego bohater, pięćdziesięcioletni Robert Mamok, jest dyrektorem ważnej kulturalnej instytucji i pierwszym, w jej ponad stuletniej historii, rodowitym Ślązakiem. Po wywołaniu skandalu obyczajowego z użyciem narkotyków i alkoholu, z udziałem prostytutek, ukrywa się w pełnym starych mebli i sprzętów mieszkaniu dziadka. Wciągając do nosa kokainę i smarując nią dziąsła oraz pijąc whisky, prowadzi rozmowy telefoniczne. Sonduje możliwość oczyszczenia się i ewentualnego powrotu do życia publicznego. Mamok, mający świadomość końca swej kariery, rozmawia z niegdysiejszą żoną i dorastającym synem, kochanką i asystentką, przyjacielem, wydawcą i dziennikarzami. Ale zarazem dokonuje gorączkowej spowiedzi z całego życia przed wychowującym go w dzieciństwie dziadkiem, jakoby ciężko chorym, unieruchomionym w mieszkaniu i drzemiącym w łóżku. Z czasem okazuje się, że łóżko jest puste jak całe mieszkanie, ponieważ dziadek prawdopodobnie umarł.

Bohater, pomimo pojawienia się możliwości ukrycia czy zbagatelizowania skandalu poprzez zniszczenie nagrania, udzielenie wywiadu czy wydanie książki, uruchamia proces autodestrukcji, którego nie jest w stanie powstrzymać. W końcu wyciąga rewolwer i odbezpiecza go. Zakończenie spektaklu nie jest jednoznaczne, bo rozbrzmiewa z offu męski śpiew i gaśnie światło.

Przede wszystkim Byk jest manifestacją śląskości, począwszy od całych partii tekstu napisanych i wygłaszanych gwarą, a skończywszy na podkreślaniu jakoby całkowitej nieprzystawalności regionu i jego rdzennych mieszkańców do polskiej kultury. Dla prawicy domaganie się autonomii kulturalnej i politycznej dla Górnego Śląska w ramach państwa polskiego nieprzypadkowo pozostaje „ukrytą opcją niemiecką”. A Twardoch nie dość, że wyraża ustami swego protagonisty nienawiść do Polski, to wydobywa silniejsze związki Ślązaków z Niemcami.

Dziadek, w którego mieszkaniu przebywa Mamok, w czasie wojny walczył z Rosjanami na froncie wschodnim niekoniecznie jako żołnierz Werhmachtu, lecz prawdopodobnie w szeregach Waffen-SS i otrzymał wiele odznaczeń za waleczność. Wnuczek zresztą napomyka, że zapewne obecnie strzelałby do Rosjan pod Kijowem. Tym bardziej, że jego żona została zgwałcona przez krasnoarmiejców w styczniu 1945 wraz z innymi Ślązaczkami w Przyszowicach pod Gliwicami. Jednak służba dziadka w niemieckiej armii, jak i gwałt dokonany przez rosyjskich żołnierzy na babce, były przez szereg lat tajemnicami rodzinnymi. Mamok twierdzi więc, że Polacy zmuszają Górnoślązaków do ukrywania swej tożsamości, wyzbywania się gwary i pamięci historycznej. Jednak Polacy ze wschodu też w czasach PRL musieli wypierać się swego bagażu kulturowego i doświadczeń związanych ze Związkiem Sowieckim. Filmy o Górnym Śląsku Kutza, jak Sól ziemi czarnej czy Perła w koronie stanowią jedno z największych dokonań polskiego kina i powstały, z wyjątkiem Śmierci jak kromka chleba, jeszcze w czasach komunizmu. Twardoch bynajmniej nie pomimo, lecz również za sprawą górnośląskiej tematyki większości swych powieści, stał się jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy.

fot. Przemysław Jendroska

Mamok, zwracając się wprost do publiczności, wyraża swą nienawiść do establishmentu współczesnej Polski, zakłamanego i zdegenerowanego, ale czującego się spadkobiercą tradycji szlachty i inteligencji, walczących w przeszłości o niepodległość. Ciosy rozdaje nieco na oślep, bo atakuje romantyczne powstania, w tym szczególnie warszawskie z 1944, kultywowane raczej przez prawicę. Ale największą odrazę wzbudza w Mamoku, jak w Twardochu, lewica kulturowa z Warszawy, arogancka i zadufana, żyjącą w luksusie, natomiast gardząca współrodakami mniej zamożnymi i mieszkającymi na prowincji. W pewnym momencie swego monologu Mamok parodiuje rozmowę o Byku z intelektualistą z kręgu „Krytyki Politycznej”, pełną odwołań do psychoanalizy Jacquesa Lacana, w której jego rozmówca rozpoznaje w stosunku autora do swego dziadka motyw edypalny. Rozprawia się również z hipokryzją antypisowskiej opozycji. Przywołuje Agnieszkę Holland, jako znaną reżyserkę filmową, która nie dostała dotąd Oscara, ale dzięki udziałowi w protestach ulicznych przeciwko PiS-owi otrzyma jeszcze wyższą dotację z Ministerstwa Kultury na swój kolejny film. Zestawia ją z opozycjonistkami z Białorusi, które za udział w manifestacjach są karane wieloletnim więzieniem. Ale przypomina też Mamok dziennikarza-celebrytę, Piotra Najsztuba, który bez prawa jazdy prowadził samochód i przejechał staruszkę na pasach, lecz został uniewinniony przez sąd jako krytyk PiS-u.

Obrywa się także lewicowemu czy krytycznemu teatrowi. Mamok, który po rozwodzie z żoną był kochankiem początkującej aktorki, ze zgrozą wspomina oglądany w jej towarzystwie ośmiogodzinny spektakl w najmodniejszym teatrze warszawskim, a więc bodaj w Powszechnym, niewątpliwie w reżyserii Krystiana Lupy, zresztą pochodzącego z Górnego Śląska. Twardoch wprawdzie już wielokrotnie w publicznych wypowiedziach krytykował kulturową lewicę czy antypisowską opozycję, ale w teatrze warszawskim po raz pierwszy słyszałem tak dobitną krytykę tych środowisk. Nader wymowne jest milczenie jakie zapadło po premierze, choćby w „Gazecie Wyborczej”, gdzie ukazał się wcześniej wywiad z Twardochem, w którym zaprzeczył jakoby prototypem Mamoka był zmarły niedawno – po załamaniu się kariery w rezultacie skandalu obyczajowego – dziennikarz TVN Kamil Durczok.

Byk to wreszcie męski głos w polskim teatrze właściwie już nieobecny, bo konsekwentnie w ramach wojny kulturowej ze scen zdominowanych przez feministki i środowiska LGBT eliminowany albo prezentowany w negatywnym świetle. Z repertuaru warszawskiego Studia wystarczy przypomnieć karykaturalne ujęcia postaci mężczyzn – mających reprezentować patriarchat – w opowieści o młodym homoseksualiście Edouarda Louisa Koniec z Eddym i w dramacie Doroty Masłowskiej Bowie w Warszawie o nieświadomej lesbijce. Robert Mamok, paradujący w czarnej bluzie, jest brutalny, ordynarny i gwałtowny. Używa wulgaryzmów i nie panuje nad emocjami. Jest nieco prymitywny i ograniczony. Dawno nie widziałem na scenie, w realistycznej sztuce polskiej, postaci z tak wiarygodną genealogią etniczną i społeczną, językiem i zachowaniami czy wreszcie z negatywnym stosunkiem do establishmentu. A Talarczyk tę postać przekonywująco zagrał, unikając jakichkolwiek fałszywych tonów.

Tytuł oryginalny

WŚCIEKŁY BYK

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Rafał Węgrzyniak

Data publikacji oryginału:

24.03.2022