EN
02.03.2022, 17:16 Wersja do druku

Warszawa. Zbigniew Namysłowski spoczął na Starych Powązkach

Zbigniew Namysłowski - jeden z najbardziej znanych polskich muzyków jazzowych, wybitny saksofonista, kompozytor - spoczął w grobie rodzinnym na warszawskich Starych Powązkach. Zbigniew Namysłowski zmarł 7 lutego, miał 82 lata.

Inne aktualności

W Domu Pogrzebowym na Powązkach Wojskowych w Warszawie odbyły się w środę uroczystości pogrzebowa Zbigniewa Namysłowskiego. Na początku pożegnania dzieci Zbigniewa - puzonista Jacek Namysłowski i wokalistka Maria Rumińska-Namysłowska - pożegnali go piosenką.

Uroczystość prowadził dziennikarz i krytyk muzyczny, wieloletni dyrektor festiwalu Jazz Jamboree i były prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego Tomasz Tłuczkiewicz. Przeczytał on wspomnienie o zmarłym napisane przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego. "Do jazzu trafił Zbyszek trochę przypadkiem, jako chłopak pragnął być motorniczym, ale jazz jakby specjalnie czekał na niego, kogoś, kto napisze wielki rozdział i pociągnie za sobą innych" - wspominał Jan Ptaszyn Wróblewski. "Pamiętam Jazz Jamboree z 1963 roku, to wtedy stał się wielki" - dodał. "Bardzo krótko zastanawialiśmy się, czy to nie pojedynczy przebłysk, ale nie, gdy tylko sięgnął szczytu już go nigdy nie opuścił, bo miał w sobie to, co jedni nazywają weną, talentem, profesjonalizmem wiedzą, konsekwencją, zaś wszyscy duszą" - opowiadał.

Jego zdaniem "Zbyszek był artystą z krwi i kości, świadomym, cierpliwym, pewnym tego, co robi". "Nie ulegał modom, nie dopasowywał się do istniejących nurtów, a sam je współtworzył, dyktował warunki, nie zrobił przy tym żadnego fałszywego kroku" - wymieniał. "Już od połowy lat 60. wszyscy oglądali się na niego, słuchali co gra i świadomie lub nie czerpali z jego pomysłów. Świadomie mówiliśmy, że jest naj" - powiedział Jan "Ptaszyn" Wróblewski.

Dyrektor Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Warszawie Katarzyna Langer podkreśliła, że odszedł nie tylko wspaniały człowiek i artysta, ale także zaangażowany pedagog, który wykształcił pokolenia muzyków sekcji jazzu szkoły muzycznej przy Bednarskiej. "Zbigniew Namysłowski był 30 lat temu jednym ze współtwórców pionierskiego wydziału jazzu w naszej szkole (...) unikalnego w całym szkolnictwie II stopnia w Polsce" - przypomniała. "Od 2011 przez osiem lat prowadził zespół Bednarska Super Band, złożonych z najzdolniejszych uczniów. Na przestrzeni tych lat swoją mistrzowską ręką wykształcił ponad 40 osób, z których znakomita większość jest aktywnie działającymi muzykami na polskiej i międzynarodowej scenie jazzowej. Był nauczycielem niezwykle lubianym i szanowanym przez młodzież, która ogromnie szanowała jego wiedzę, doświadczenie, pasję i oddanie muzyce. Był wzorem pedagoga: zawsze punktualny, zaangażowany i przygotowany" - mówiła.

"Udało nam się połączyć, to, co się innym zdało nie do połączenia: jazz z góralską muzyką" - powiedział Jan Karpiel Bułecka. Przypomniał, że Namysłowski "już na początku swojej świetności" napisał "Zabłąkaną owieczkę" na motywie Matejowej nuty. "A potem się narodziła w twojej głowie, chęć zrobienia czegoś więcej w tej materii i nagrałeś jeszcze osiem góralskich nut, z wielkim wyczuciem i pokazałeś światu, tak jak pierwszy pokazał wielki Karol Szymanowski, łącząc muzykę z góralską muzyką i posyłając ją w świat, tak dzięki twojemu pomysłowi, twojej inwencji, poszła w świat góralska muzyka w innej oprawie, innym towarzystwie" - dodał. "Udało się połączyć te dwa światy: jeden, który zrodził się gdzieś za oceanem na korzeniach afrykańskich, i ten, tu w Karpatach. Światy wynikające z innych źródeł, udało się zespolić, bo w jazzie jest jeden wspólny mianownik: improwizacja" - mówił. "Dzięki tobie za ten pomysł" - dodał.

Dyrygent i kompozytor Big Warsaw Band Stanisław Fiałkowski powiedział, że Zbigniew Namysłowski potrafił odnaleźć się w każdej muzyce. Nie ma ani jednej filharmonii w Polsce, w której nie gralibyśmy muzyki klasycznej zrobionej na styl jazzowy i największych kompozytorów takich jak Beethoven, Ravel, Mozart". "Zbyszek był mistrzem wszelakiej muzyki, nie tylko jazzmanem, oczywiście jazz wychował Zbyszka. Chociaż wszyscy powtarzają, że był legendą polskiego jazzu, to wiem, jak bardzo go denerwowało" - mówił.

Tłuczkiewicz powiedział, że dźwięk Namysłowskiego przykuwał uwagę, nie pozostawiał obojętnym. "Zbyszek miał swój język i swój styl. Jego język objawił się wtedy, kiedy zdecydował się opowiedzieć własne opowieści, zagrać własne kompozycje, było to na Jazz Jambore w 1963 r. Debiut jego kwartetu uważam za przełom w jazzie w naszym kraju, za akt założycielski polskiej szkoły jazzu. Zbyszek był mistrzem polski w jazzie i mistrzem jazzu w Polsce. Jego przekłady tego, co uniwersalne na to, co swojskie i tego, co swojskie na uniwersalne, stawiają go w jednym rzędzie z największymi w naszym narodowym Panteonie muzyki: Karłowiczem, Moniuszką, Szymanowskim, Chopinem" - podkreślił wieloletni dyrektor festiwalu Jazz Jamboree .

Namysłowskiego żegnała rodzina, przyjaciele, artyści m.in. Czesław Bartkowski, Paweł Brodowski, Stanisław Sojka, Janusz Majewski, Sonia Bohosiewicz, Przemysław Dyakowski, Krzesimir Dębski, Henryk Miśkiewicz, Dorota Miśkiewicz. 

Źródło:

PAP