W piątek w Jazzowni Liberalnej Katarzyna Trzcińska pokaże monodram "Nico - jestem znikąd".
Wydawałoby się, że osoba uzależniona od heroiny od 15. roku życia nie może zrobić międzynarodowej kariery, a już na pewno nie powinna zostać idolem pamiętanym przez wiele generacji. A jednak w świecie muzyki to możliwe. Przykładem może być przypadek Christy Paffgen, która przyjęła pseudonim Nico i została ikoną popkultury. Symbolem buntowniczej muzyki i stylu lat 60. i 70. XX wieku. Dziś jej twórczość wspomina wielu innych artystów. W piątek w Jazzowni Liberalnej Katarzyna Trzcińska pokaże monodram "Nico - jestem znikąd". Obdarzona nieprzeciętną urodą Nico karierę rozpoczynała jako modelka magazynu "Vogue", dzięki czemu wdarła się w światek artystyczny - poznała bardzo, bardzo blisko Alaina Delona, Boba Dylana, Andy'ego Warhola, Lou Reeda, Jima Morrisona, Iggy'ego Popa. Gdy pierwszy raz pojawiła się na ekranie kinowym, na planie "La Dolce Vita" Federico Felliniego, była już rozpoznawalna. Przyjaźń z Warholem pchnęła ją