EN
29.11.2021, 10:06 Wersja do druku

W pułapce realizmu

"Pułapka" Tadeusza Różewicza w reż. Wojciecha Urbańskiego w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Zuzanna Liszewska-Soloch w portalu Teatrologia.pl.

fot. Krzysztof Bieliński

Pułapka Tadeusza Różewicza – wystawiona w Teatrze Dramatycznym w Warszawie w czterdzieści lat po niedoszłej jej polskiej prapremierze – w reżyserii Wojciecha Urbańskiego koncentruje się na warstwie realistycznej poetyckiego dramatu. Zaczyna się przy rodzinnym stole w mieszczańskim salonie, w którym główną rolę gra ojciec–tyran. Pod koniec przedstawienia nad stołem zawiśnie jego portret. Domownicy niemal nie mają prawa się odezwać. Zamiast trzech sióstr Kafki przy stole siedzi tylko jedna, Ottla. Mimo przerysowanej niekiedy, pełnej egzaltacji gry aktorskiej twórcy trzymają się – ze szkodą dla przedstawienia, jakby za wszelką cenę, kurczowo – konwencji rodzinnego dramatu psychologicznego.

I nie przełamują tego ani projekcje wideo ukazujące miedzy innymi dziecko składane w ofierze, z którego ust płynie strużka krwi, ani odczytywane z offu fragmenty Procesu Franza Kafki, choć chwilami udaje się stworzyć Urbańskiemu ciężką, ponurą, ale magnetyzującą atmosferę rodem jakby z Wymazywania Thomasa Bernharda. Zastosowano dużo skrótów, nie ma w spektaklu między innymi rozmów małego Franza ze służącą, wizyty u rodziny szewca czy sceny U Fryzjera ukazującej wybuch Wielkiej Wojny i zarazem zapowiadającej Zagładę.

Grający Franza Michał Klawitter ma w sobie podobieństwo do Kafki, które daje o sobie znać. Jednocześnie jest współczesnym everymanem, rozdartym, zagubionym, niepewnym, wiecznym Piotrusiem Panem, którego ocali tylko (a raczej aż) – twórczość.

Ojciec (Robert T. Majewski) – rozczarowany dziećmi i życiem – ma w sobie jednak prawdziwy rys tragicznego bohatera, zwłaszcza w scenie szaleństwa, przepowiadania Zagłady, gdy sprawdza, czy cała rodzina zmieściłaby się w szafie i wbrew didaskaliom sam do niej wchodzi.

Kobiety wokół Kafki – choć każda jest inna – są strażniczkami rzeczywistości, trzeźwo patrzącymi i twardo stąpającymi po ziemi. One „meblują” pisarzowi przerażający go świat, porządkują wymykającą mu się rzeczywistość, co rodzi jego bunt. Kobiety fascynują go i przerażają zarazem. Felice (Lidia Pronobis) i Greta (Anna Szymańczyk) kipią erotyzmem i życiem, jednocześnie jednak są nieosiągalne, wciąż mu się wymykają. Najbardziej wydaje się rozumieć Franza jego siostra Ottla (Karolina Charkiewicz), z którą Kafka odbywa ważną rozmowę o życiu, bujając się na wielkiej huśtawce.

Tłumaczy, kocha i przeczuwa wielkość jego pisania próbująca wszystkich pogodzić i łagodzić konflikty matka (Marta Król). Na uwagę zasługuje natomiast szczególnie kreacja Marcina Stępniaka w roli Maksa, przyjaciela Kafki pisarza Broda, który, bez reszty mu oddany, nie wie, czy mógłby liczyć na taką wzajemność. Spełnia często niewdzięczną rolę, jest wyśmiewanym posłańcem. Franz prosi go nawet o spalenie jego rękopisów, a Maks wszystko znosi, wierząc w wartość „pisaniny” Kafki.

Pisarz, pogrążony w cieniu śmiertelnej choroby, kruchy, niepewny swojej wartości, wyszydzany przez ojca, wciąż próbuje sprostać wymogom codziennego życia i sztywnym społecznym normom. „Może to mój krzyż, szafa, szuflada?” – zastanawia się na kartach dramatu Różewicza.

Scenografia Joanny Zemanek to właściwie kilka znaków – łóżko, stół, kanapa, szafa… Szafa jest tu bardzo mocnym scenicznym motywem – symbolizuje krzyż, schronienie, kobiecość, może nieświadomość, prowokuje pytania, co my, widzowie, kryjemy w swoim wnętrzu, czego nie pokazujemy na zewnątrz, co chcemy ochronić przed światem, a nawet jego końcem. Kiedy umrzemy – jak Różewiczowski Ojciec Kafki, który w rzeczywistości o siedem lat przeżył pisarza i nie doczekał drugiej wojny światowej – to co zostanie po nas w szafie…

Tytuł oryginalny

W PUŁAPCE REALIZMU

Źródło:

Teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Zuzanna Liszewska-Soloch

Data:

25.11.2021