12.07.2021, 10:45 Wersja do druku

Uwięziona dźwiękiem

"Maszyna" wg Franza Kafki w reż. Jagody Szelc w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pisze Aram Stern w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Natalia Kabanow

Maszyna to spektakl nieoczywisty do bólu bębenków w uszach, nawet nie w części tak ostro bezwzględny jak ironia, z jaką przedstawia uwikłanie człowieka, z jaką obnaża smutną prawdę o nim. Jest w tej realizacji usidlający klimat Kafkowskich opowieści, jest władczy – podkreślony rozkazującym hasłem komunikat, laboratoryjnie chłodny. Jest wreszcie balast pokerowej opresji pogrążającej w wszechobejmującej dyscyplinie każdego, kogo szkoli kompleksowo egzekutor wolnej myśli.

Franz Kafka i Jagoda Szelc. To powyższe wątki z jego opowiadania Kolonia karna z 1914 roku i jej dwóch filmów wyreżyserowanych ponad sto lat później: Wieża. Jasny dzień oraz Monument. Gęste i nikczemnie przeszywające, znalazły się w debiucie teatralnym dotąd reżyserki filmowej – Maszynie w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. I skoro już za kamerą reżyserka zadawała trudne pytania nie odpowiadając na nie, tak też i filozoficznie „szczypie” widzów teatralnych w swym spektaklu inspirowanym opowiadaniem Kafki (dramaturgia: Marta Keil). Ofiara, porównana przez narratora do psa, poddaje się karze – choć nie pojmuje jej charakteru. I co jeszcze bardziej przeraża: nie została nawet poinformowana o samym fakcie skazania! To potwierdza tylko przemyślenia Michela Foucault, że wiedza w procesie karnym zazwyczaj pozostaje absolutnym przywilejem strony karzącej…

W spektaklu Jagody Szelc Ofiarą jest młoda dziewczyna, Teresa (Sara Celler-Jezierska), tyle że do eksperymentu z maszyną „naświetlającą dźwiękiem” zgłasza się sama, jak do telewizyjnego reality show czy teleturnieju, zachwycona siedzącą wkoło tajemniczego Krosna Dźwiękowego (scenografia: Natalia Giza) publicznością i zaintrygowana działaniami inżynierek i inżynierów dźwięku (Michalina Rodak, Małgorzata Trofimiuk, Mirosław Guzowski, Damian Kwiatkowski, Jerzy Pożarowski). To oni pilnują sprawnego działania urządzenia o nazwie Panop TK 6, celowo nawiązującej do pojęcia panoptykonu, czyli XVIII-wiecznej koncepcji więzienia autorstwa utylitarysty, Jeremy’ego Benthama. Według tej idei nadzór strażników nigdy nie pozostawia osadzonych samym sobie (kto kojarzy budynek tzw. „Okrąglaka”, jednego z czterech na świecie „więzień idealnych”, czyli Aresztu Śledczego w Toruniu) lub widział film Marcina Gładycha Panoptikon, ten może się domyślić, w jakim celu Krosno Dźwięku umieszczono centralnie na scenie.

Maszyna stopniowo coraz mocniej torturuje bohaterkę eksperymentu, przywiązaną do niej na lonży; torturuje fonicznie, jak Kafkowskiego biegającego wkoło psa, i dręczy coraz to silniejszymi dźwiękami. Wszak jeszcze nie wiemy, jak wiele zła mogą uczynić Infradźwięki odbierane nie tylko przez narząd słuchu, ale i proprioreceptory oraz mechanoreceptory.

Nie za dobrze zdajemy sobie również sprawę z faktu, iż polska Policja dysponuje nielegalną bronią soniczną LRAD, służącą do kontrolowania i rozpraszania demonstracji poprzez… (!) ogłuszanie tłumu. Wreszcie domyślamy się z historii wielu domów, na czym polega systemowe „uzależnianie” (najczęściej) kobiet od świdrującego głosu, krzyku, rozkazów, wydawania poleceń jak XIX-wiecznej służbie w mieszczańskiej kamienicy przy Alejach Adama Mickiewicza w Bydgoszczy… Tyle że takie werbalno-foniczne, wieloletnie stosowanie przemocy przez „ukochanego kata” powoduje u ofiary obniżanie poczucia własnej wartości, a co za tym idzie objawy depresji i innych zaburzeń. Zupełnie jak u Teresy, której „wyłączyć trzeba mózg”, by była „wolna od myśli”…

Tym samym taka torturująca maszyna weszła już dawno w bohaterkę i drąży ją od środka: dławi i poskramia, temperuje bądź zaszczuwa nie pozwalając jej z siebie wypluć i ta już przez nią ujarzmiona czeka tylko na mentalną „egzekucję”. Odejdzie w rytm odgłosów Krosna Dźwiękowego i „telewizyjnej” muzyki Teoniki Rożynek oraz brutalizującej reżyserii światła i wizualizacji Przemysława Brynkiewicza, nie wiedząc nawet, jak u Kafki, za co została skazana. Obserwowana przy tym przez zgromadzoną wokół publiczność, podjudzaną słowami inżynierów tortur do śledzenia tego specyficznego „show”. Niczym w średniowieczu, kiedy egzekucje odbywały się w świąteczno-karnawałowej aurze i były głównym urozmaiceniem kalendarza, a emocje tłumu miały sankcjonować brutalność wyroku oraz społeczną „ekskluzję” skazanego (nikt przecież nie zakładał jego reedukacji).

fot. Natalia Kabanow

Tyle, iż by umiejętnie sterować tłumem, trzeba dozować mu emocje, stąd Jagoda Szelc w swej reżyserskiej koncepcji zaproponowała zespołowi Teatru Polskiego w Bydgoszczy grę poniekąd „czułą nonszalancją”, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Reżyserka wprowadziła mianowicie do przedstawienia elementy języka filmu, które znalazły bardzo interesujący wyraz w technice niby filmowych cięć odkrawających kolejne, różne od siebie nastrojem sceny: rodzinne, służbowe, miłosne i te uprzedmiotowiające główną bohaterkę.

Wyszła z tego świetna robota aktorska zespołu, z trzema wiodącymi rolami: rewelacyjnej Sary Celler-Jezierskiej, grającej prostymi, acz zniewalająco „stalowymi” środkami (cóż za rozkosz znów oglądać tuż za miedzą pamiętną Bess z przedstawienia Przełamując fale w reżyserii Macieja Podstawnego z Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu prezentowanego w 2013 roku na 2. Festiwalu Debiutantów Pierwszy KONTAKT w Toruniu), także z przewybornie „nieobecnej przez panujący upał” Małgorzaty Trofimuk oraz skupionego „sensualnie” na urządzaniu wymyślnych tortur Damiana Kwiatkowskiego.

Obawiam się, że scenariusz Jagody Szelc i Marty Keil, stworzony przy współpracy świetnego zespołu aktorskiego TPB, zawiera w sobie jeszcze więcej tajemnic i podobnie jak filmy reżyserki spektaklu, jest złowrogo niejednoznaczny oraz znakomicie zaprogramowany, niczym centralny automat do likwidacji wolnej myśli.

Tytuł oryginalny

Uwięziona dźwiękiem

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Aram Stern

Data:

10.07.2021