06.03.2004 Wersja do druku

Terapia na stresy

- Krysia Tkacz jest Ireną Eichlerówną polskiej piosenki - mówi prof. Józef Opalski.

Jest aktorką warszawskiego Teatru Ateneum. Uśmiechnięta, o filuternym spojrzeniu. Ubiera się ekstrawagancko, nierzadko zakłada kapelusze lub figlarne czapeczki. Lubi projektować wnętrza mieszkań, stroje i torebki. Jej charakterystyczny ciemny, niski, chropowaty głos zna wielu miłośników piosenki i teatru. Gdy śpiewa "Modlitwę" Bułata Okudżawy lub swoje ukochane "Czarne anioły", drżą szyby w oknach. Gra na trzech instrumentach: pianinie, klarnecie i perkusji. Przepowiadano jej karierę Ewy Demarczyk. U bliźnich ceni przede wszystkim lojalność, pracowitość i odpowiedzialność. - Moją największą wadą jest to, że nie mam wad - wyznaje z uśmiechem Krystyna Tkacz i zaraz dodaje: - To nieprawda, jest ich wiele, choćby nieśmiałość, zbytnia nerwowość - tak tego w sobie nie lubię. Gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy przed laty, mówiła: - Mam zaniżone poczucie własnej wartości i jestem potworną tremiarą. Pamiętam, jak przed recitalem błag

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Z wiatrem i pod wiatr

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 56

Autor:

Jolanta Ciosek

Data:

06.03.2004