„Spy girl” w reż. Magdy Szpecht z Teatru Vaba Lava Narva na festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Pisze Kamil Pycia na blogu Teatralna Kicia.
Miłość i wojna mają wiele wspólnego. Ja nie wiem co, ale ktoś na pewno wie. Pewne jest jedno – wojna zmienia zupełnie postrzeganie rzeczywistości i ma realny wpływa na nią, a jak wiadomo, teatr jest również jej częścią. Dlatego tak mocno zaciekawił mnie projekt Magdy Szpecht „Spy girls” skupiający się wokoło użycia najnowszej technologii w wojnie i to zupełnie innej technologii, niż można by się spodziewać.
Historia zostaje rozpisana pomiędzy trzy odlotowe agentki, niemalże jak w “Totally Spies!” (Mad Matrixx to na pewno Clover), które za cel stawiają sobie zebranie informacji o położeniu rosyjskich oddziałów na terenie Ukrainy, aby jak najdokładniej zmapować dane i stworzyć jasny plan frontowy dla armii ukraińskiej. Jednak wykorzystują do tego najmniej spodziewany oręż, a mianowicie aplikację randkową i serwis społecznościowy ВКонтакте. Ich celem jest zbieranie meta danych poprzez uwodzenie żołnierzy armii rosyjskiej i wyłudzanie coraz to nowych informacji. Całą swoją działalność obrazują na przykładzie relacji, jaką udało im się zbudować z jednym z mężczyzn – na bazie kilku selfies i filmiku, na którym chwali się prowadzonym ostrzałem, grupa Spy girls i grupa zrzeszonych wokoło nich internautów jest w stanie za pomocą kilku orientacyjnych punktów i meta danych zawartych w przesłanych materiałach dokładnie umieścić na mapie pozycję wroga. Wygląda to bliźniaczo podobnie do tego, kiedy staram się znaleźć dane personalne i adres chłopa, z którym spotyka się moja przyjaciółka, a on nie budzi zaufania, ale nie chcę bezpośrednio ją o to pytać – ciężka praca wywiadowcza.
Spektakl Magdy Szpecht poza swoją aktywistyczną warstwą w moim odczuciu wykonuje ciężką robotę na paru innych, nomen omen, frontach. Dzięki całej scenicznej akcji udaje się uczłowieczyć machinę wojenną; do tej pory, z perspektywy osoby obserwującej, cała Akcja Specjalna mająca miejsce na terenie Ukrainy miała jedno oblicze – Vladimira Putina. Poza tą maską nie było niczego innego; jednak przez zaprezentowanie sytuacji z poziomu aplikacji randkowej dane jest nam zauważyć ludzką twarz tego konfliktu – wielka machina wojenna składa się z pojedynczych pionków wykonujących rozkazy. Teraz każdy wystrzelony pocisk zyskuje konkretną twarz wyłaniającą się z szarej masy. Niby jest to oczywiste, że Putin nie jeździ osobiście wszystkimi czołgami na froncie, ale było to dla mnie uderzające, gdy zostałem postawiony twarzą w twarz z realnymi osobami. Ten zabieg prowadzi także do ryzykownych przemyśleń, o których rozmawiają na scenie agentki Mad Matrixx, Cyber Shadow i Void Vigilante: czy widząc drugiego człowieka szukającego miłości, będącego w sytuacji granicznej, mamy prawo mu współczuć i czuć do niego litość? Czy ta zbieżność podstawowych instynktów takich jak czułość, bliskość i potrzeba akceptacji ma prawo w tej sytuacji wzbudzać w nas instynkty wybaczenia?
Jednocześnie, pomimo ciężaru tematu, który ze sobą niesie ten spektakl, jest on rozegrany z dużą dozą humoru, która przebija morowy balonik tematu wojny i pokazuje, że można o takim temacie mówić nie tylko rzeczowo, ale też z lekkością. Można połączyć aktywizm z formą teatralną przyswajalną i niemęczącą dla widza, co jest dla mnie naprawdę niespotykane, bo do tej pory miałem zupełnie inne doświadczenia z tego typu przedstawieniami (tak, patrzę na ciebie „Sprawiedliwość” i „Odpowiedzialność” Zadary). Reżyserka „Spy girls” daje radę połączyć degustację frontowego jedzenia, aby dołożyć kolejną cegiełkę do odbioru warunków w jakich trwają od kilku lat żołnierze i dołożyć do tego projekt stworzenia bota automatycznie kolekcjonującego dane Rosjan na froncie, aby potem łatwiej było opracować katalog osób odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne.
Wisienką na torcie tego przedsięwzięcia jest próba nawiązania kontaktu z jednym z żołnierzy, z którymi szpieżki prowadzą aktywny flirt. Na moim przebiegu udało się dodzwonić do frontowego lekarza, niemniej chłop był ewidentnie zajęty czymś innym, bo nie miał czasu z nami rozmawiać.
„Spy girls” zbierają w sobie obraz ludzi na tyle głupich, by nabrać się na generowane przez AI dziewczyny i wysyłanie im swoich danych, ale też na tyle niemądrych, by iść na wojnę. Projekt Magdy Szpecht zbiera w sobie co lepsze elementy teatru, performensu i aktywizmu społecznego. Piękna to była przygoda. Momentami zabawna, przez większość czasu podskórnie mrożąca, ale też dająca nadzieję – skoro po drugiej stronie są ludzie, to oni też mają swoje limity i może kiedyś w końcu pękną. I trzeba pamiętać, że nic łatwo nie znika z Internetu i nawet najbardziej błaha rzecz może być użyta jako oręż przeciwko nam samym.