31.08.2020, 10:51 Wersja do druku

Sierpniowe pożegnania

W drugiej połowie sierpnia zmarły aż trzy osoby, które w znacznym stopniu uformowały mnie estetycznie czy intelektualnie, a nawet odegrały pewną rolę w moim życiu. Dlatego pragnę je pożegnać.

Na recitalu Ewy Demarczyk po raz pierwszy byłem bodaj w grudniu 1977 w Teatrze Żydowskim przy Placu Grzybowskim w trakcie jednego z pierwszych pobytów w Warszawie. Wokół teatru kłębił się tłum i wraz z grupą innych osób niemających biletów dostałem się do środka wejściem dla aktorów. Siedziałem na podłodze. Nic nie widziałem. Jednak docierał do mnie głos Demarczyk oraz bełkotliwie zapowiadającego jej piosenki Piotra Skrzyneckiego. Potem obejrzałem właściwie ten sam recital parokrotnie w różnych miastach i teatrach zawsze w stanie uniesienia i silnego wzruszenia.

Znałem go na pamięć wraz z poetyckimi tekstami wielu piosenek, bo odsłuchiwałem go także z płyty gramofonowej. A jednak nigdy nie doznałem rozczarowania. Żadna inna piosenkarka tak mnie nie poruszyła swą ekspresją i nie zachwyciła wokalnym talentem. Deprymowało mnie więc nagłe zniknięcie ze sceny Demarczyk i jej wieloletnie milczenie w ostatnim okresie życia.

mat. Facebook

Marię Janion ujrzałem po raz pierwszy 7 maja 1979, w czasie pisania matury, w sali prób Teatru Polskiego we Wrocławiu. Jako znawczyni pisarstwa Zygmunta Krasińskiego została zaproszona na dyskusję o Nie-Boskiej komedii w inscenizacji Jerzego Grzegorzewskiego. W swym granatowym żakiecie wygłosiła wykład wydrukowany natychmiast w „Życiu Literackim”. W roku 1984 Czas formy otwartej użyczył zaś tytułu całemu zbiorowi studiów Janion o literaturze romantycznej. Janion zakończyła swe wystąpienie tezą, że „Grzegorzewski wystawił Nie-Boską komedię tak, jak ją Krasiński napisał”. Sprowokowała mnie ona do polemiki, bo wydawała się wręcz niemożliwa do obrony w obliczu licznych i radykalnych zabiegów inscenizatorskich dokonanych przez Grzegorzewskiego. Miałem tę wyższość nad Janion, że widziałem już szereg przedstawień Grzegorzewskiego i poświęciłem im parę tekstów. Podobnie jak Janion byłem zachwycony jego Nie-Boską i gotów byłem jej bronić, lecz bynajmniej nie z powodu wierności Krasińskiemu. Mój spór z Janion zgorszył jednak wrocławskich polonistów. Skrót dyskusji, niestety bez autoryzacji, został opublikowany na łamach „Teatru”, a potem był jeszcze dwukrotnie przedrukowywany w książkach. W każdym razie po mojej stronie stanął wtedy Józef Maśliński w przeglądzie prasy w „Życiu Literackim”. Również organizatorka spotkania przekazała mi, że Janion zapytała ją kim jestem i stwierdziła, iż na pewno o mnie jeszcze nie raz usłyszy.

Już nigdy nie zetknąłem się z Janion. Tylko w „Dialogu” w 2000 roku pozwoliłem sobie na kilka krytycznych uwag w omówieniu edycji dramatów Heniricha von Kleista z posłowiem Janion zatytułowanym Absolut, namiętność, tragedia. Miałem drobną satysfakcję, gdy zorientowałem się, że w przedruku owego szkicu w tomie Żyjąc tracimy życie wszystkie moje poprawki i uzupełnienia zostały przez autorkę skrupulatnie uwzględnione.

Lekturę „Zeszytów Literackich” po 1983, przywożonych z Francji albo powielanych w PRL przez jedną samizdatowych oficyn, zaczynałem często od lektury esejów Wojciecha Karpińskiego z cyklu Listy z Paryża. Po wydaniu w 1991 w zgrzebnej formie encyklopedii Wesela Stanisława Wyspiańskiego przez Ossolineum wysłałem egzemplarz do redakcji najlepszego pisma literackiego, właśnie przeprowadzającego się z Paryża do Warszawy, licząc na pojawienie się ewentualnie w dziale Nowe publikacje. Po podjęciu pracy w redakcji „Pamiętnika Teatralnego” w rezultacie zabiegów Zbigniewa Raszewskiego dowiedziałem się, że jeden z jego studentów, Marek Zagańczyk, objął posadę sekretarza redakcji, a tym samym asystenta Barbary Toruńczyk. Na początku roku 1992 odwiedziłem tymczasową siedzibę redakcji „Zeszytów” przy Nowym Świecie. Okazało się wówczas, że Karpiński w kolejnych Listach z Paryża zatytułowanych Książki dekady moją poświęconą Weselu uznał za jedną z pięciu najważniejszych wydanych w 1991 obok wojennych zapisków diarystycznych Jarosława Iwaszkiewicza, tomu listów Jerzego Stempowskiego i esejów Adama Zagajewskiego. Najbardziej jego uwagę przyciągnęły „życiorysy postaci z Wesela”, bo sugerował nawet, że to „jakby powieść o polskim losie”. Starałem się odwdzięczyć dedykując Karpińskiemu wydrukowany w „Zeszytach” szkic o weselu Jerzego Rytarda z góralką Heleną Rojówną w Zakopanem w 1923. Osobiście mogłem mu podziękować przy okazji cyklu wykładów o Stempowskim, Witoldzie Gombrowiczu, Józefie Czapskim i Konstantym Jeleńskim wygłaszanych w warszawskiej szkole teatralnej. Karpiński zapamiętał mnie, bo gdy spotkaliśmy się ostatni raz 16 października 2010 po warszawskiej premierze Naszej klasy Tadeusza Słobodzianka w Teatrze na Woli nie tylko odpowiedział na ukłon szerokim uśmiechem, ale jeszcze zwrócił uwagę na moją obecność Toruńczyk pochłoniętej rozmową z Janem Tomaszem Grossem.

Tytuł oryginalny

Sierpniowe pożegnania

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła